‏إظهار الرسائل ذات التسميات zbór domowy. إظهار كافة الرسائل
‏إظهار الرسائل ذات التسميات zbór domowy. إظهار كافة الرسائل

Świadectwo dnia codziennego: Prowadzenie Pana

Jarek

Sierpień minął nam dość ciekawie, i wierzymy, że wszystko co się wydarzyło, działo się pod prowadzeniem Pana. Bóg poprowadził nas ścieżkami, które uznał, że są dla nas najlepsze i doprowadził do miejsc w których mogliśmy czynić Jego wolę i być światłem.

Błogosławił nam i pomagał w podejmowaniu decyzji - a także sprawił, że mogliśmy w trudnych chwilach na nim położyć swoje zaufanie.

W naszym kolejnym artykule w serii świadectwo dnia codziennego chcielibyśmy wam nie tylko przybliżyć działanie Boga w naszym życiu, owoc Ducha, który dzięki Panu w nas wzrasta, ale przede wszystkim to, że nie zawsze wszystko idzie według naszych planów - ale to Boży plan dzieje się w naszym życiu.

ZŁE POSTRZEGANIE BOGA


W pierwszych dniach sierpnia, gdy Ania wracała do domu, spotkała starszą Panią, którą ewidentnie to Pan postawił na jej drodze. Nie chcemy opisywać okoliczności samego spotkania, bo chcemy by to zostało między nami a Panem, jednak rozmowa z nią miała dla nas ogromne znaczenie i pokazała, jak bardzo ludzie są zwiedzeni przez instytucję jaką jest katolicyzm.

Początkowo ta Pani usłyszała od Ani świadectwo, z czego i w jaki sposób Bóg uwolnił naszą rodzinę od grzechu. Pani Helenka bardzo miło przyjęła te słowa, nawet to, że nie przynależymy do żadnej instytucji czy religii, choć nie do końca potrafiła to zrozumieć i kilku krotnie powracała do tematu próbując "zaszufladkować" nas do jakiejś przynależności. Jednak tu dostała potwierdzenie, że należymy do Chrystusa i to On nas prowadzi jako rodzinę, żyjącą jak pierwsi chrześcijanie w zborze domowym.


[SPRAWDŹ TEŻ: ZBÓR DOMOWY]

Pani Helenka opowiedziała też o swoich problemach, jako starszy już człowiek, zbliżający się do kresu swoich dni, usłyszała inną ewangelię, którą dotąd znała jedynie z kościoła katolickiego.

Przerażającą rzeczą, która wynikała z tej rozmowy był fakt - że pomimo, że ta kobieta od wielu lat przynależała do wspólnoty katolickiej i z tego co mówiła brała w tej wspólnocie czynny udział - dziwnym było dla niej kierowanie swoich modlitw do Chrystusa i pokładanie ufności jedynie na Bogu - wspomniała nawet, że kiedyś była na rekolekcjach na których modlili się tylko do Jezusa i było to ciekawe doświadczenie. Jednak na co dzień przekładała ufność na Marii, "świętych" i kapłanach katolickich.

[SPRAWDŹ TEŻ: "BEZGRZESZNA MARIA"]
Kolejną zadziwiającą rzeczą było jej zdziwienie, że można samodzielnie czytać Pismo Święte. Ania wytłumaczyła jej moc płynącą z prawdy zamieszczonej w Biblii, i wierzymy, że zechce samodzielnie kiedyś po nie sięgnąć.

Dziś modlimy się o panią Helenkę, o jej zdrowie - zarówno to fizyczne, jak i duchowe i o to, by sprawy z którymi musi się borykać na stare lata udało jej się poukładać z naszym Panem i to na Niego przełożyć swoją ufność. Wierzymy, że zarówno świadectwo nawrócenia jak i owoc, który ujrzeć mogła ta kobieta, wpłynie na jej serce i Bóg będzie w tym uwielbiony.

Ta sytuacja pokazała nam, jak ważne jest, by uświadamiać ludzi, że ludzkie nauki którymi przepełnione są instytucje - w tym przypadku katolicyzm - prowadzą na zatracenie i nie ma w nich prawdy.

PROWADZENIE PANA


Następnego dnia musieliśmy wybrać się na zakupy, lecz Ania miała w sercu, by tym razem nie jechać do najbliższego sklepu - a do kompleksu sklepów oddalonego od naszego domu o ok. 4-5 km. Jechaliśmy po konkretną rzecz, liczyliśmy, że tam dostaniemy to bez problemu. Ania weszła do pierwszego sklepu, jednak tam nie znalazła tego czego szukała. W drugim sklepie również nie było tej rzeczy - ale uznała, że jak już i tak weszła do środka to kupi zgrzewkę wody mineralnej. Traf chciał, że kasa samoobsługowa była pusta jednak podczas skanowania produktów - kasa się zacięła. Jednak w spokoju Ducha nie zrobiło to na niej większego wrażenia, i choć kiedyś taka sytuacja doprowadzała by do złości czy irytacji teraz cierpliwie czekała na podejście obsługi. Trwało to kilka minut, jednak, gdy wyszła już ze sklepu - w tym momencie zza rogu wyszedł chłopak i podszedł do pana pakującego swoje zakupy do samochodu prosząc o pieniądze na piwo.
 
Gdy Ania podeszła do naszego auta, wstawiła zakupy i powiedziała o sytuacji i o tym, że powinienem porozmawiać z tym chłopakiem. Po chwili modlitwy podszedłem do niego - a Ania  w tym czasie kupiła to po co przyjechaliśmy w trzecim sklepie.

Człowiek proszący o pieniądze miał na imię Konrad. Podczas rozmowy, gdy głosiłem mu Chrystusa - opowiedziałem mu swoje świadectwo - to z czego zostałem wyciągnięty, jak odrzuciłem swoje nałogi i że również jego Bóg może wyciągnąć  z problemów. Chłopak otworzył się przede mną, opowiedział o swoim życiu, o tym że siedział w więzieniu za morderstwo i trudno było mu uwierzyć, że i jemu Pan może wybaczyć.

[SPRAWDŹ TEŻ: ŚWIADECTWO: "GNIEW NIE MUSI OZNACZAĆ KOŃCA"]

Jednak Bóg jest miłosierny i gdy do niego przyjdziemy, może wyciągnąć nas z każdego bagna w którym tkwimy i dzięki naszej wierze - pomoże nam stanąć na nogi!

[SPRAWDŹ TEŻ: 7 KROKÓW ABY ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE]

[SPRAWDŹ TEŻ: ZBAWIENIE - MIŁOSIERDZIE BOŻE]


Konrad bardzo negatywnie podchodził do Boga - przez pryzmat katolicyzmu, gdyż tylko z tej perspektywy znał naszego Pana - jednak wyjaśniłem mu, że instytucje działając dla swoich korzyści odrzucają prawdę, by przypodobać się "wiernym" bez których ich instytucja nie mogła by istnieć.

Przyznał mi rację, bo widział wiele zakłamania w instytucjach i organizacjach. 
 
[SPRAWDŹ TEŻ: ZŁOTY CIELEC KATOLICYZMU]
[SPRAWDŹ TEŻ: BIBLIA OBALA PAPIESTWO]
[SPRAWDŹ TEŻ: FAŁSZYWE DATY ŚWIADKÓW]

Gdy już kończyliśmy rozmowę wręczyłem mu Pismo Święte - by sam mógł poznawać Boga, życzyłem mu wszystkiego dobrego, by odnalazł tę właściwą drogę w swoim życiu. Obiecałem mu też, że będę się za niego modlił - w tym momencie zaczął przede mną padać na kolana w podzięce (coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy i spowodowało ogromne zakłopotanie).

Natychmiast podniosłem go z kolan, cytując słowa Piotra z Dziejów Apostolskich.



"A gdy Piotr miał wejść, Korneliusz wyszedł mu na przeciw,
padł do nóg jego i złożył mu pokłon.
Piotr zaś podniósł go, mówiąc: Wstań, i ja jestem tylko człowiekiem."

Dzieje Apostolskie 10:25-26


Z tego miejsca prosimy o modlitwę za Konradem, by zechciał wyjść z nałogu i odnalazł Chrystusa w swoim życiu.

Gdybyśmy wybrali inne miejsce na zakupy - a trzeba podkreślić, że nigdy wcześniej nie robiliśmy tam zakupów i trafiliśmy tam, gdzie poniosło nas serce - nie spotkalibyśmy tego zagubionego mężczyzny.

"Zbiegi okoliczności" - takie jak brak konkretnego produktu w dwóch dużych sklepach i zacięta kasa doprowadziły do spotkania z Konradem - wierzymy, że Bóg chciał, by Jego wola była głoszona. Bo to On prowadzi nas tam gdzie chce, a my przyjmujemy to z wiarą!

Jednak tego dnia to nie był koniec sytuacji na chwałę Pana.

Gdy mieliśmy jechać już po nasze dzieci, które w tym czasie były u dziadków i mieliśmy do załatwienia jeszcze jedną sprawę. I tym razem usłuchaliśmy głosu Boga i dzieci odebraliśmy dopiero, gdy załatwiliśmy to co mieliśmy w planach.

Do celu dojechaliśmy więc znacznie szybciej, nie było w tym przypadku, bo na miejscu okazało się, że na naszej drodze stanął młody mężczyzna - w wieku około 30 lat. Miał problemy z depresją, uzależnieniem od alkoholu i papierosów. Otrzymał od nas podwójne świadectwo - Ania mogła powiedzieć o depresji, ja o uzależnieniach i agresji. Mateusz to bardzo zagubiony chłopak - i my tacy byliśmy zanim Pan nas nawrócił, dlatego przedstawiliśmy mu nasze historie i głosiliśmy dobrą nowinę.
 
Wiemy doskonale, że u Boga nie ma przypadków - w samochodzie mieliśmy jeszcze Pismo Święte, które mogliśmy wręczyć Mateuszowi. Wierzymy, że Bóg uwolni Go z jego bagna. Pytał się nas czy nie jest dla niego za późno - odpowiedzieliśmy, że za późno jest wtedy - gdy już nie żyjemy.

A on póki żyje i ma się dobrze to ma szansę, bo Bóg go kocha i chce, by oddał mu swoje życie. Również i za niego prosimy o modlitwę. Niech wyjdzie z niewoli, w której utrzymuje go uzależnienie. Niech wyciągnie swe ręce do Pana!


ZAPOZNANIE DZIECI Z RODZINĄ


Korzystając z okresu letniego i tego, że dzieciaki miały jeszcze wakacje, postanowiliśmy wybrać się na weekend do Kraśnika, aby spotkać się z siostrą w wierze i jej rodziną.

Podobną podróż odbyliśmy w czerwcu - o czym pisaliśmy tutaj:
[SPRAWDŹ TEŻ: ŚWIADECTWO DNIA CODZIENNEGO: "CZERWIEC W PODRÓZY"]

Tym razem jednak nie było brata - Dominika, bo w tym czasie Pan miał dla Niego inne plany.

Z siostrą Justynką mieliśmy bardzo budujący czas, wymieniliśmy się swoimi doświadczeniami, mogliśmy czuć się przy sobie bardzo swobodnie, bo choć nie często mamy możliwość się widzieć, to wiemy, że jest to nasza prawdziwa duchowa rodzina.

Na noc zatrzymaliśmy się w hotelu, w którym nocowaliśmy również w czerwcu.
Pan pozwolił mi na rozmowę z jedną z pracujących tam Pań. Podziękowałem jej za pracę, dałem swoje świadectwo - przyjęła do bardzo dobrze. Szczególnie, że nie był to pierwszy raz, gdy usłyszała dobrą nowinę. W czerwcu rozmawiał z nią Dominik, dlatego to co zostało wówczas zasiane, teraz mogło zostać podlane. Wierzymy, że i ona zechce odnaleźć Boga w swoim życiu.

[SPRAWDŹ TEŻ: CHRZEŚCIJANIN W PRACY]


"Ja zasadziłem, Apollos podlał, a wzrost dał Bóg.
A zatem ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, 
co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost.
Bo ten, co sadzi, i ten, co podlewa, jedno mają zadanie 
i każdy własną zapłatę odbierze według swojej pracy.
Albowiem współpracownikami Bożymi jesteśmy; 
wy rolą Bożą, budowlą Bożą jesteście."
1 List do Koryntian 3:6-9


Ten weekend dał nam ogromny wzrost, ale nie tylko z tego powodu był wyjątkowy. 
To był też ważny czas dla naszych dzieci - nasza córka Weronika i synek Adaś (7 i 4 lata) mieli szansę spotkać się po raz pierwszy twarzą w twarz z dziećmi Justynki - Oliwią i Krzysiem (8 i 4 lata). Dotąd znali się jedynie z rozmów przez telefon i na skype. Miały one ze sobą wspaniały czas - który spędziły na poznawaniu siebie i zabawie. Dziewczynki od razu pokochały się, jak prawdziwe siostry - Wercia zresztą ciągle powtarza, że Oliwia jest jej najlepszą przyjaciółką. Jest to niesamowite, jak wiele prawdy i miłości jest w dzieciach. Mogli się wzajemnie czegoś od siebie nauczyć, być dla siebie podporą i uświadomić, że są również inne dzieci kochające Boga i że to wśród nich możemy czuć się w pełni sobą. 

Wszystkie rozmowy z naszą siostrą dały nam wzajemnie wiele przemyśleń, rozważań, ale i poczucia spełnienia i świadomości jak dobrze być razem.
 
Cieszymy się, że w dzisiejszych czasach jest tak łatwo się spotkać, że możemy pomimo sporej odległości mieć ze sobą stały kontakt. Ale wiemy, że brakuje nam takich spotkań. Wierzymy jednak, że jeśli Pan będzie chciał to w naszej eklezji pojawią się kolejne osoby, które staną się naszą rodziną!
[SPRAWDŹ TEŻ: ZBÓR DOMOWY]

Cały ten wspólny czas był poświęcony Bogu, prowadzony w pełni w naszym Panu Jezusie Chrystusie i Bogu Ojcu na ICH chwałę.

Po jakimś czasie przybył mąż Justyny, który jeszcze nie kroczy drogami wyznaczonymi przez Chrystusa. Tym razem również i z nim mogliśmy spędzić trochę czasu i z nim porozmawiać.

Konrad usłyszał nasze świadectwa, które wierzymy, że wpłyną na jego serce.
Modlimy się za nim, by kamień z jego serca skruszał, i zechciał poznać wolę Boga i zaprosił Go jako gospodarza ich domu.

Na własnej skórze odczuwamy jak to dobrze iść całą rodziną za Panem i wierzymy, że zarówno w ich domu jak i każdego innego Chrześcijanina zagości pełnia jedności.

Prosimy również o modlitwy za Konrada, aby żył na chwałę Bożej rodziny Ojca i Syna.

Gdy wracaliśmy do Łodzi - zahaczyliśmy jeszcze o Puławy. Tam spotkaliśmy się z Dominikiem - naszym bratem w Chrystusie. Z nim spędziliśmy kilka godzin, które również były ogromnym wzmocnieniem. Dobrze być razem i ten czas zawsze jest obfitujący we wspólne poznanie i przybliżenie się do Pana.

Ta szczera i prawdziwa relacja z duchową rodziną przynosi wiele ukojenia w sercu.
Cieszymy się niezmiernie i dziękujemy Panu za ten dobry czas!

Warto jednak wspomnieć, co sprawiło, że brat Dominik nie pojawił się razem z nami w Kraśniku u siostry.

Jak to przy Bożym prowadzeniu bywa, Pan wlał Dominikowi do serca, że nie powinien jechać razem z nami. Nie do końca potrafiliśmy to zrozumieć z ludzkiego punktu widzenia - jednak również czuliśmy, że tak po prostu ma być. 

Tego dnia rano Dominik miał bardzo ważną rozmowę ewangelizacyjną - z bezdomnym Dawidem. Chłopak bardzo potrzebował tej rozmowy, dostał on również od Dominika Pismo Święte, mógł usłyszeć świadectwo oraz dowiedzieć się o działaniu Boga w naszym życiu. Wierzymy, że ta sytuacja pomoże mu się odnaleźć i niebawem będziemy mogli dziękować Panu za kolejnego uratowanego brata!

Tutaj prosimy również o modlitwę za Dawidem, który chce wyjść z tej sytuacji w jakiej się znalazł.

To pokazuje, że Pan wie lepiej od nas czego potrzebujemy na daną chwilę.
Zresztą mamy być poddani pod wolę naszego Boga.

Jak zawsze po budującym czasie z bratem i siostrą szczęśliwie - dzięki Bogu powróciliśmy do Łodzi.

Dziękujemy Bogu Ojcu i Panu Jezusowi Chrystusowi, za każdą rozmowę, możliwość spotkania i w jakikolwiek sposób utrzymywanie dobrej relacji braterskiej w naszej wspólnej eklezji. Chwała IM obu.


Sierpień poza zbudowaniem, był też czasem próby wiary dla naszej rodziny. Nasza córeczka od urodzenia ma sporą wadę wzroku. Po wyznaczonej wizycie kontrolnej u okulisty okazało się, że choroba jednego oczka się pogłębia i dziecko będzie wymagało operacji przycięcia mięśnia  w oczku. Do dalszej diagnozy wymagane były kolejne badania. Dzięki Panu termin badań udało się ustalić na za 1,5 tygodnia.

Przez ten czas pojawił się lekki stres. Ania przyznała, że czuła nawracający lęk, którego dzięki Bogu udało się wyzbyć.

[SPRAWDŹ TEŻ: ŚWIADECTWO: "DEPRESJA - CICHY ZABÓJCA"]

Jednak położyliśmy tę sprawę na Panu, uspokoiliśmy i patrzyliśmy na to dobrym okiem. Nie ustawaliśmy też w modlitwie.
W końcu po trzech dniach podawania atropiny, Weronika wylądowała na szczegółowych badaniach. Pani doktor podjęła jednak decyzję, że z operacją się wstrzymamy i spróbujemy działać za pomocą nowych szkieł i dostosowanych pryzmatów.

Weronika bardzo się dzięki temu uspokoiła - i my również.
Wiemy, że jeśli operacja będzie niezbędna, to nie będzie wyboru - jednak widzimy też jak Pan wysłuchuje naszych modlitw, jest z nami zawsze gdy Go potrzebujemy.
Pomaga koić emocje, pokazuje jak wiele jest od niego zależne.

Sierpień był kolejnym miesiącem pełnym Bożej łaski i prowadzenia.
Nauczyliśmy się wielu nowych rzeczy o zaufaniu i pokładaniu w Panu całej swojej nadziei.

To zaowocowało kolejną lekcją dla naszych dzieci - o której już wkrótce napiszemy.

Cieszymy się, że możemy żyć wg Bożych zasad, że nie jesteśmy już niewolnikami tego świata, strach nie ma nad nami panowania. Każdy dzień to szkoła życia. I tak jak dziś dzieci ruszyły po wakacjach do swoich placówek tak i my każdego dnia bierzemy ze sobą plecak, w którym schowamy kolejne lekcje wiary, pokory i cierpliwości.



Świadectwo dnia codziennego: Czerwiec w podróży

Jarek

Czerwiec był dla nas miesiącem innym niż pozostałe miesiące tego roku. Urlop od pracy zaowocował przejechaniem około 2 tysięcy kilometrów, jednak był to urlop od codzienności nie od Boga – który jest sensem naszego życia.
 

BÓG JEST NAD WSZYSTKIM

Zaczęliśmy od wyjazdu z naszymi dziećmi. Udaliśmy się nad morze Bałtyckie, gdzie dzięki Bogu dojechaliśmy bez żadnych problemów. Pan dał nam szansę pokazania dzieciom ogromu morza i przybliżenia im kwestii wielkiego potopu. Udało nam się uchronić dzieci przed grzesznym zachowaniem ludzi, trzymaliśmy się z daleka od skupisk roznegliżowanych czy pijanych ludzi, a na plażę chodziliśmy wieczorami, gdy robiło się tam spokojniej. Nad morze prowadziła nas malownicza droga przez dolinę Chłapowską, gdzie wśród zieleni drzew i głosu ptaków można było poczuć spokój i odpocząć od zgiełku codzienności.

Dolina Chłapowska
foto/ duchowepogotowie.pl

 

Podczas tego rodzinnego wyjazdu nie tylko mogliśmy cieszyć się sobą wzajemnie, ale również podziwiać niesamowite Boże stworzenie.

 
W ogromnym dziękczynieniu cieszyliśmy się każdą chwilą – pokładając nasz czas również na modlitwę i studium Pisma Świętego. Był to czas relaksu – szczególnie tego dla naszej duszy! Na czas pobytu nad morzem zatrzymaliśmy się w małej miejscowości – i to co zwróciło naszą uwagę to przepełnienie tej okolicy bałwochwalstwem. Na każdym kroku spotykaliśmy przeróżne kapliczki, figury, ołtarzyki (były nawet takie wystawione w prywatnych oknach). Jest to przerażające, gdyż skala tego zwiedzenia w naszym kraju jest niesamowicie duża i niestety, ale ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia płynącego z grzechu jakie niosą te kamienne posągi. 
 
[SPRAWDŹ TEŻ: ZŁOTY CIELEC KATOLICYZMU]
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ google maps

 

W sąsiednim domku, w miejscu gdzie spędzaliśmy nasz urlop zamieszkała rodzina – rodzice i 3 synów – nasz synek miał kolegę do zabawy – jednak córka się trochę nudziła, bo nie potrafiła znaleźć z chłopakami wspólnego języka. I gdy wieczorem się modliła, słyszałam jak prosi Pana, by mogła poznać jakąś koleżankę. I choć dla nas dorosłych może być to błaha sprawa – dla niej było to ważne i szczerze wierzyła w to, że Pan jej wysłucha. I Pan jak zawsze nie zawiódł. Już następnego dnia na terenie pojawiła się rodzina z Krakowa. I dziewczynka dokładnie w wieku naszej córeczki. Od razu złapały wspólny język – a córcia na własnej skórze poznała moc modlitwy i wiary. 

I działanie Boga. Rodzina ta miała również 4 synów – w czym dwóch w wieku szkolnym – więc tak na prawdę nie powinno ich jeszcze być na wakacjach – gdyż nadal trwał rok szkolny. Przy jednej z rozmów rodzice tych dzieci przyznali, że musieli się wyrwać wcześniej, bo byli zmęczeni, a że oceny były już wystawione mogli sobie pozwolić na kilkudniowy urlop. Jak wiemy u Pana nie ma przypadków i chciał byśmy spotkali tych ludzi na swojej drodze, gdyż mieliśmy okazję przekazać im dobrą nowinę, powiedzieliśmy też co Pan dla nas zrobił. Chętnie to przyjęli, wykazali też zrozumienie, że w KRK nie ma prawdy. Nieśliśmy również ewangelię właścicielowi terenu gdzie mieszkaliśmy. I pomimo, iż stwierdził, że jest katolikiem – to z otwartym sercem przyjął nasze słowa. Daliśmy temu człowiekowi nasze świadectwo wiary w Chrystusa i Jego czyn na krzyżu. Powiedzieliśmy, że wiara w Boga to nie puste rytuały religijne, które można oglądać w katolicyzmie, dostał od nas również egzemplarz Nowego Testamentu i zachęcaliśmy go do zapoznania woli Bożej osobiście.
 
Wierzymy, że w jakiś sposób wpłynie to na niego i zechce pójść za naszym Stwórcą.
 
W dzień wyjazdu postanowiliśmy odwiedzić jeszcze dwa miejsca w okolicy. 
Pierwszym z nich były Groty, które pomimo bardzo krótkiego (i niskiego) korytarza zrobiły na nas ogromne wrażenie –  szczególnie, że był  upał, a tam można było trochę od niego odpocząć.
 
Drugim miejscem była Średniowieczna Osada odzwierciedlająca czasy z przed około 1000 lat. Naszym zamysłem było pokazanie dzieciom jak kiedyś żyli ludzie, by docenili to co dziś mają, i to w jakich warunkach dziś mogą żyć. Ta lekcja dla dzieci przerodziła się tak na prawdę w lekcję dla nas. Ludzie pracujący w tym miejscu przeistaczali się w postacie Słowian żyjących niegdyś w takiej osadzie. Opowiadali o zwyczajach, życiu i pogańskich wierzeniach. Dzieci ze względu na ogromny upał i nieprzerwanie świecące słońce miały dość i szukały gdzie tu usiąść albo jak już wrócić do samochodu. My jednak z zaciekawieniem słuchaliśmy. Dowiedzieliśmy się jak wiele pogańskich wierzeń jest zagruntowanych w dzisiaj znanej nam kulturze i tradycji. Zaczynając od chociażby nici/wstążek w czerwonym kolorze, które miały odstraszać złe duchy – dziś zawieszane są m.in. przy dziecięcym wózeczku. Ale to tylko początek. Wszelkiego rodzaju zabobony, tak często dziś powtarzane – wśród osób “wierzących” w Chrystusa, a nawet wśród osób uważających się za ateistów to właśnie spuścizna pogaństwa. Wszystkie obchodzone w naszym kraju święta i związane z nimi tradycje można odnaleźć właśnie w pogaństwie – i nie ma to nic wspólnego z Chrześcijaństwem i naukami Chrystusa. [SPRAWDŹ TEŻ: POGAŃSKIE ZWYCZAJE WIELKANOCY] [SPRAWDŹ TEŻ: GRUDNIOWE ŚWIĘTA] [SPRAWDŹ TEŻ: “WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH” – DZIADY] Na koniec wycieczki dotarliśmy do prowizorycznego słowiańskiego “świętego gaju” – w którym ówczesne ludy czciły swoje bożki. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wiele miało to wspólnego z obecnymi obrzędami i wierzeniami w katolicyzmie.

Patrząc na posągi różnych słowiańskich “bóstw” – nie dało się nie zauważyć podobieństwa do bałwochwalczych zwyczajów stawiania figur na każdym rogu.

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ duchowepogotowie.pl

Pan oprowadzający nas po tym gaju wspomniał nawet, że w czasach, gdy misjonarze próbowali nakłonić te ludy do Chrześcijaństwa na miejsce ich bóstw podstawiali obecnych świętych KRK, by nie zmuszać ich do zbytniej zmiany ich nawyków i tradycji. I tak dziś gnostycyzm jest czymś naturalnym – a ludzie go wyznający próbują nazywać się Chrześcijanami – niestety w oczach Boga są grzeszni.

 Jest to jednak na tyle obszerny temat, że poruszymy go
 przy okazji oddzielnego artykułu.
 

SPOTKANIE Z RODZINĄ

Po kilku dniach w domu wyruszyliśmy w drogę – tym razem w kierunku południa Polski, spotkać się z naszą duchową rodziną. Po drodze zabraliśmy naszego brata w Chrystusie – Dominika, a następnie już w trójkę ruszyliśmy do siostry Justyny. Spędziliśmy wspólnie dwa dni. Nie był to wyjazd dla relaksu ciała, cielesnej rozrywki czy typowej wśród ludzi “imprezy przy piwku” – a raczej duchowy odpoczynek i wzrost. To był czas wspólnego uwielbienia, modlitwy i radości w Chrystusie. Pierwszego dnia pojechaliśmy na odludne pole, początkowo z lekkim przerażaniem nie wiedzieliśmy gdzie znaleźć miejsce wśród drzew i krzaków – jednak gdy już usiedliśmy wspólnie w cieniu na pniach drzew mieliśmy wspaniały czas – pełen wzrostu, rozmów o naszym zbawcy, własnych przemyśleniach. I pomimo, że właściwie widzieliśmy się ze sobą po raz pierwszy (po raz 2 z Dominikiem), to czuliśmy się w swoim towarzystwie jak byśmy znali się całe życie. Jest to niesamowite jak Duch Chrystusowy połączył nasze serca, że poczuliśmy niesamowitą bliskość. Prawdziwa jedność!
 
 
 
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
 
Tego dnia w planach mieliśmy Chrzest wodny – Zarówno my jak i Justynka mieliśmy zostać Ochrzczeni przez Dominika. W tym celu pojechaliśmy nad zbiornik wodny w okolicy. Niestety w jedynym możliwym do zanurzenia miejscu było mnóstwo ludzi, których negliż, imprezowe zachowanie i głośno grająca muzyka nie były dobrym tłem to tak Duchowego momentu. Czekaliśmy nawet jakiś czas, licząc, że ludzie zaczną zbierać się do domu, jednak impreza była coraz głośniejsza i uznaliśmy, że nie był to ten czas, to miejsce.
 
[SPRAWDŹ TEŻ: CHRZEST WODNY]
 
“Nie wprzęgajcie się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Cóż bowiem wspólnego ma sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo jaka jest wspólnota między światłem a ciemnością? Albo jaka zgoda Chrystusa z Belialem, albo co za dział wierzącego z niewierzącym? A co za porozumienie między świątynią Boga a bożkami? Wy bowiem jesteście świątynią Boga żywego, tak jak mówi Bóg: Będę w nich mieszkał i będę się przechadzał w nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego nie dotykajcie, a ja was przyjmę. I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan Wszechmogący.” 2 List do Koryntian 6:14-18
 
Przyjęliśmy tą sytuację z wiarą, wiedząc, że Pan ma dla nas lepszy plan, na inny czas, może w większym gronie. Szczególnie, że sam Chrzest wodny nie jest warunkiem zbawienia, bo to Chrzest Duchem Świętym jest tu kluczowy. Bóg z czasem pokazał nam, że stało się to za Jego wolą, gdyż mąż Justyny – który nie jest wierzący biblijnie bardzo ciepło przyjął to do serca i uznał, że był to bardzo rozważny ruch z naszej strony. Wierzymy, że takie małe kroki pozwolą i jemu się zbliżyć do Pana i może któregoś dnia zacznie studiować Słowo Boże i zechce przyjąć je do serca. Tutaj chcieliśmy was prosić o modlitwy za Konradem – mężem Justyny, aby otworzył swoje serce na Pana i nie zatwardzał go,  szukając radości w marnościach tego świata. Ten pierwszy dzień był bardzo dużym zbudowaniem dla naszej eklezji, mogliśmy się dzielić ze sobą różnymi przemyśleniami i doświadczeniami. Opowiadaliśmy sobie wzajemnie o codziennych zmaganiach z trudnościami nas otaczającymi, o tym jak radzimy sobie ze złem, które zalało ten świat. Wierzymy, że Pan dał każdemu z nas różne nauki z takiego spotkania, zwłaszcza, że jesteśmy jedno z Chrystusowej Bożej rodzinie. Drugiego dnia mieliśmy okazję spędzić czas nie tylko w czworo, ale również z dziećmi Justyny, z małym Krzysiem i Oliwką, którzy mogli przyjąć dużo zdrowej nauki i usłyszeć jak wspaniale być uczniem Pana Jezusa. Udało nam się również przejść pamiątkę wieczerzy na chwałę Pana, w rodzinnej prawdziwej atmosferze, tak aby Chrystus był uwielbiony. Uczyniliśmy to przy przaśnikach z Biblijnego przepisu i przy winie bezalkoholowym.
 
[SPRAWDŹ TEŻ: CHRYSTUS NIE ZMIENIŁ WODY W ALKOHOL mieczducha888.blogspot.com]
 
Po kilku godzinach spędzonych w cieniu dojrzewającej już wiśni, na niebo przyszła ciemna chmura, która przyniosła ze sobą intensywną ulewę z gradem i burzę. Schowaliśmy się na strychu i przez okno widzieliśmy spadający z nieba grad wielkości orzechów włoskich. 
 
My dorośli mieliśmy spokój ducha – mając ze sobą Chrystusa, wiemy, że możemy mu ufać. Dwoje z nas poszli przykryć samochód kocem, by grad nie porozbijał szyb – w tym czasie pozostali dwoje z naszej czwórki zostali z dziećmi, które przestraszyły się tego co dzieje się na dworze. Pan tą sytuacją dał dzieciom kolejną lekcję zaufania. Dzieci mogły zobaczyć naszą ufność i usłyszeć o tym jak to Chrystus uspokaja burzę, ma kontrolę nie tylko nad zjawiskami atmosferycznymi – ale i nad tą burzą w naszym życiu. Myślimy, że ta sytuacja na długo zostanie nie tylko w pamięci dzieci, ale i w pamięci nas – dorosłych.
 
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
 
I jak to po każdej burzy – wzeszło słońce. A my bezpiecznie mogliśmy ruszyć w podróż do tego ziemskiego domu. Po drodze podjechaliśmy jeszcze, by zjeść coś ciepłego, bo czekało nas jeszcze kilka godzin w samochodzie.
 
I wtedy otrzymaliśmy jeszcze jedną lekcję, którą pewnie w starym życiu odebralibyśmy jako coś złego. Mianowicie zatrzymaliśmy się w restauracji, zamówiliśmy trzy porcje panierowanego kurczaka z frytkami – jednak otrzymaliśmy coś zupełnie innego. Kiedyś pewnie skończyło, by się zwrotem potraw i zażądaniem tego, co zostało zamówione. Jednak nic się nie odezwaliśmy i z dziękczynieniem zjedliśmy posiłek – który okazał się smaczny – a może i smaczniejszy od pierwotnie zamówionego dania. Ktoś się może zastanawiać jaka nauka z takiej pomyłki? Czasami mamy pewne oczekiwania co do naszego życia – mamy swoje plany, swojego “panierowanego kotleta”. Ale Pan ma dla nas swój własny plan – który, choć w naszych oczach może być niezrozumiały – jest dla nas o wiele lepszą opcją. Dlatego przyjmujmy z dziękczynieniem wszystko to, co  dostajemy od Pana i patrzmy tylko dobrym okiem. 
On wie najlepiej co jest dla nas dobre! 
Chwała Panu za ten wspaniały czas, za lekcje otrzymane od Niego, za urlop i czas odpoczynku dla naszych dusz, wypełnionego pozytywnymi doświadczeniami z dala od marności tego świata!
 
[ZAPRASZAMY DO SERII “ŚWIADECTWO DNIA CODZIENNEGO”]
 
 
Zdjęcie główne artykułu foto/ duchowepogotowie.pl

Świadectwo dnia codziennego: Czerwiec w podróży

Jarek
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

Czerwiec był dla nas miesiącem innym niż pozostałe miesiące tego roku.
Urlop od pracy zaowocował przejechaniem około 2 tysięcy kilometrów, jednak był to urlop od codzienności - nie od Boga - który jest sensem naszego życia.

BÓG JEST NAD WSZYSTKIM

Zaczęliśmy od wyjazdu z naszymi dziećmi. Udaliśmy się nad morze Bałtyckie, gdzie dzięki Bogu dojechaliśmy bez żadnych problemów. Pan dał nam szansę pokazania dzieciom ogromu morza i przybliżenia im kwestii wielkiego potopu.

Udało nam się uchronić dzieci przed grzesznym zachowaniem ludzi, trzymaliśmy się z daleka od skupisk roznegliżowanych czy pijanych ludzi, a na plażę chodziliśmy wieczorami, gdy robiło się tam spokojniej.

Nad morze prowadziła nas malownicza droga przez dolinę Chłapowską, gdzie wśród zieleni drzew i głosu ptaków można było poczuć spokój i odpocząć od zgiełku codzienności.

Dolina Chłapowska
foto/ duchowepogotowie.pl

Podczas tego rodzinnego wyjazdu nie tylko mogliśmy cieszyć się sobą wzajemnie, ale również podziwiać niesamowite Boże stworzenie.
W ogromnym dziękczynieniu cieszyliśmy się każdą chwilą - pokładając nasz czas również na modlitwę i studium Pisma Świętego.

Był to czas relaksu - szczególnie tego dla naszej duszy!

Na czas pobytu nad morzem zatrzymaliśmy się w małej miejscowości - i to co zwróciło naszą uwagę to przepełnienie tej okolicy bałwochwalstwem. Na każdym kroku spotykaliśmy przeróżne kapliczki, figury, ołtarzyki (były nawet takie wystawione w prywatnych oknach). Jest to przerażające, gdyż skala tego zwiedzenia
w naszym kraju jest niesamowicie duża i niestety, ale ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia płynącego z grzechu jakie niosą te kamienne posągi. 

[SPRAWDŹ TEŻ: ZŁOTY CIELEC KATOLICYZMU]

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ google maps

W sąsiednim domku, w miejscu gdzie spędzaliśmy nasz urlop zamieszkała rodzina - rodzice i 3 synów - nasz synek miał kolegę do zabawy - jednak córka się trochę nudziła, bo nie potrafiła znaleźć z chłopakami wspólnego języka. I gdy wieczorem się modliła, słyszałam jak prosi Pana, by mogła poznać jakąś koleżankę. I choć dla nas dorosłych może być to błaha sprawa - dla niej było to ważne i szczerze wierzyła w to, że Pan jej wysłucha.

I Pan jak zawsze nie zawiódł. Już następnego dnia na terenie pojawiła się rodzina z Krakowa. I dziewczynka dokładnie w wieku naszej córeczki. Od razu złapały wspólny język - a córcia na własnej skórze poznała moc modlitwy i wiary. 
I działanie Boga.

Rodzina ta miała również 4 synów - w czym dwóch w wieku szkolnym - więc tak na prawdę nie powinno ich jeszcze być na wakacjach - gdyż nadal trwał rok szkolny.
Przy jednej z rozmów rodzice tych dzieci przyznali, że musieli się wyrwać wcześniej, bo byli zmęczeni, a że oceny były już wystawione mogli sobie pozwolić na kilkudniowy urlop. Jak wiemy u Pana nie ma przypadków i chciał byśmy spotkali tych ludzi na swojej drodze, gdyż mieliśmy okazję przekazać im dobrą nowinę, powiedzieliśmy też co Pan dla nas zrobił. Chętnie to przyjęli, wykazali też zrozumienie, że w KRK nie ma prawdy.

Nieśliśmy również ewangelię właścicielowi terenu gdzie mieszkaliśmy.
I pomimo, iż stwierdził, że jest katolikiem - to z otwartym sercem przyjął nasze słowa. Daliśmy temu człowiekowi nasze świadectwo wiary w Chrystusa i Jego czyn na krzyżu. Powiedzieliśmy, że wiara w Boga to nie puste rytuały religijne, które można oglądać w katolicyzmie, dostał od nas również egzemplarz Nowego Testamentu i zachęcaliśmy go do zapoznania woli Bożej osobiście.

Wierzymy, że w jakiś sposób wpłynie to na niego i zechce pójść za naszym Stwórcą.
 
W dzień wyjazdu postanowiliśmy odwiedzić jeszcze dwa miejsca w okolicy. 
Pierwszym z nich były Groty, które pomimo bardzo krótkiego (i niskiego) korytarza zrobiły na nas ogromne wrażenie -  szczególnie, że był  upał, a tam można było trochę od niego odpocząć.

Drugim miejscem była Średniowieczna Osada odzwierciedlająca czasy z przed około 1000 lat.

Naszym zamysłem było pokazanie dzieciom jak kiedyś żyli ludzie, by docenili to co dziś mają, i to w jakich warunkach dziś mogą żyć. Ta lekcja dla dzieci przerodziła się tak na prawdę w lekcję dla nas.

Ludzie pracujący w tym miejscu przeistaczali się w postacie Słowian żyjących niegdyś w takiej osadzie. Opowiadali o zwyczajach, życiu i pogańskich wierzeniach. Dzieci ze względu na ogromny upał i nieprzerwanie świecące słońce miały dość i szukały gdzie tu usiąść albo jak już wrócić do samochodu. My jednak z zaciekawieniem słuchaliśmy.

Dowiedzieliśmy się jak wiele pogańskich wierzeń jest zagruntowanych w dzisiaj znanej nam kulturze i tradycji.
Zaczynając od chociażby nici/wstążek w czerwonym kolorze, które miały odstraszać złe duchy - dziś zawieszane są m.in. przy dziecięcym wózeczku. Ale to tylko początek. Wszelkiego rodzaju zabobony, tak często dziś powtarzane - wśród osób "wierzących" w Chrystusa, a nawet wśród osób uważających się za ateistów to właśnie spuścizna pogaństwa. Wszystkie obchodzone w naszym kraju święta i związane z nimi tradycje można odnaleźć właśnie w pogaństwie - i nie ma to nic wspólnego z Chrześcijaństwem i naukami Chrystusa.

[SPRAWDŹ TEŻ: POGAŃSKIE ZWYCZAJE WIELKANOCY]
[SPRAWDŹ TEŻ: GRUDNIOWE ŚWIĘTA]
[SPRAWDŹ TEŻ: "WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH" - DZIADY]


Na koniec wycieczki dotarliśmy do prowizorycznego słowiańskiego "świętego gaju" - w którym ówczesne ludy czciły swoje bożki. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wiele miało to wspólnego z obecnymi obrzędami i wierzeniami w katolicyzmie.
Patrząc na posągi różnych słowiańskich "bóstw" - nie dało się nie zauważyć podobieństwa do bałwochwalczych zwyczajów stawiania figur na każdym rogu.
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ duchowepogotowie.pl


Pan oprowadzający nas po tym gaju wspomniał nawet, że w czasach, gdy misjonarze próbowali nakłonić te ludy do Chrześcijaństwa na miejsce ich bóstw podstawiali obecnych świętych KRK, by nie zmuszać ich do zbytniej zmiany ich nawyków i tradycji. I tak dziś gnostycyzm jest czymś naturalnym - a ludzie go wyznający próbują nazywać się Chrześcijanami - niestety w oczach Boga są grzeszni.

 
 Jest to jednak na tyle obszerny temat, że poruszymy go
 przy okazji oddzielnego artykułu.

 

SPOTKANIE Z RODZINĄ


Po kilku dniach w domu wyruszyliśmy w drogę - tym razem w kierunku południa Polski, spotkać się z naszą duchową rodziną. Po drodze zabraliśmy naszego brata w Chrystusie - Dominika, a następnie już w trójkę ruszyliśmy do siostry Justyny.

Spędziliśmy wspólnie dwa dni. Nie był to wyjazd dla relaksu ciała, cielesnej rozrywki czy typowej wśród ludzi "imprezy przy piwku" - a raczej duchowy odpoczynek i wzrost.
To był czas wspólnego uwielbienia, modlitwy i radości w Chrystusie.

Pierwszego dnia pojechaliśmy na odludne pole, początkowo z lekkim przerażaniem nie wiedzieliśmy gdzie znaleźć miejsce wśród drzew i krzaków - jednak gdy już usiedliśmy wspólnie w cieniu na pniach drzew mieliśmy wspaniały czas - pełen wzrostu, rozmów o naszym zbawcy, własnych przemyśleniach.

I pomimo, że właściwie widzieliśmy się ze sobą po raz pierwszy (po raz 2 z Dominikiem), to czuliśmy się w swoim towarzystwie jak byśmy znali się całe życie.
Jest to niesamowite jak Duch Chrystusowy połączył nasze serca, że poczuliśmy niesamowitą bliskość.

Prawdziwa jedność!

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

Tego dnia w planach mieliśmy Chrzest wodny - Zarówno my jak i Justynka mieliśmy zostać Ochrzczeni przez Dominika. W tym celu pojechaliśmy nad zbiornik wodny w okolicy.

Niestety w jedynym możliwym do zanurzenia miejscu było mnóstwo ludzi, których negliż, imprezowe zachowanie i głośno grająca muzyka nie były dobrym tłem to tak Duchowego momentu. Czekaliśmy nawet jakiś czas, licząc, że ludzie zaczną zbierać się do domu, jednak impreza była coraz głośniejsza i uznaliśmy, że nie był to ten czas, to miejsce.

[SPRAWDŹ TEŻ: CHRZEST WODNY]


"Nie wprzęgajcie się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Cóż bowiem wspólnego ma sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo jaka jest wspólnota między światłem a ciemnością?
Albo jaka zgoda Chrystusa z Belialem, albo co za dział wierzącego z niewierzącym?
A co za porozumienie między świątynią Boga a bożkami? Wy bowiem jesteście świątynią Boga żywego, tak jak mówi Bóg: Będę w nich mieszkał i będę się przechadzał w nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.
Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego nie dotykajcie, a ja was przyjmę.
I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan Wszechmogący."

2 List do Koryntian 6:14-18


Przyjęliśmy tą sytuację z wiarą, wiedząc, że Pan ma dla nas lepszy plan, na inny czas, może w większym gronie. Szczególnie, że sam Chrzest wodny nie jest warunkiem zbawienia, bo to Chrzest Duchem Świętym jest tu kluczowy.

Bóg z czasem pokazał nam, że stało się to za Jego wolą, gdyż mąż Justyny - który nie jest wierzący biblijnie bardzo ciepło przyjął to do serca i uznał, że był to bardzo rozważny ruch z naszej strony.

Wierzymy, że takie małe kroki pozwolą i jemu się zbliżyć do Pana i może któregoś dnia zacznie studiować Słowo Boże i zechce przyjąć je do serca. 
Tutaj chcieliśmy was prosić o modlitwy za Konradem - mężem Justyny, aby otworzył swoje serce na Pana i nie zatwardzał go,  szukając radości w marnościach tego świata.
 

Ten pierwszy dzień był bardzo dużym zbudowaniem dla naszej eklezji, mogliśmy się dzielić ze sobą różnymi przemyśleniami i doświadczeniami.

Opowiadaliśmy sobie wzajemnie o codziennych zmaganiach z trudnościami nas otaczającymi, o tym jak radzimy sobie ze złem, które zalało ten świat.

Wierzymy, że Pan dał każdemu z nas różne nauki z takiego spotkania, zwłaszcza, że jesteśmy jedno z Chrystusowej Bożej rodzinie.

Drugiego dnia mieliśmy okazję spędzić czas nie tylko w czworo, ale również z dziećmi Justyny, z małym Krzysiem i Oliwką, którzy mogli przyjąć dużo zdrowej nauki i usłyszeć jak wspaniale być uczniem Pana Jezusa.

Udało nam się również przejść pamiątkę wieczerzy na chwałę Pana, w rodzinnej prawdziwej atmosferze, tak aby Chrystus był uwielbiony.
Uczyniliśmy to przy przaśnikach z Biblijnego przepisu i przy winie bezalkoholowym.

[SPRAWDŹ TEŻ:
CHRYSTUS NIE ZMIENIŁ WODY W ALKOHOL mieczducha888.blogspot.com]

Po kilku godzinach spędzonych w cieniu dojrzewającej już wiśni, na niebo przyszła ciemna chmura, która przyniosła ze sobą intensywną ulewę z gradem i burzę.
Schowaliśmy się na strychu i przez okno widzieliśmy spadający z nieba grad wielkości orzechów włoskich. 
 
My dorośli mieliśmy spokój ducha - mając ze sobą Chrystusa, wiemy, że możemy mu ufać. Dwoje z nas poszli przykryć samochód kocem, by grad nie porozbijał szyb - w tym czasie pozostali dwoje z naszej czwórki zostali z dziećmi, które przestraszyły się tego co dzieje się na dworze. Pan tą sytuacją dał dzieciom kolejną lekcję zaufania. Dzieci mogły zobaczyć naszą ufność i usłyszeć o tym jak to Chrystus uspokaja burzę, ma kontrolę nie tylko nad zjawiskami atmosferycznymi - ale i nad tą burzą w naszym życiu. Myślimy, że ta sytuacja na długo zostanie nie tylko w pamięci dzieci, ale i w pamięci nas - dorosłych.

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

I jak to po każdej burzy - wzeszło słońce. A my bezpiecznie mogliśmy ruszyć w podróż do tego ziemskiego domu. Po drodze podjechaliśmy jeszcze, by zjeść coś ciepłego, bo czekało nas jeszcze kilka godzin w samochodzie.

I wtedy otrzymaliśmy jeszcze jedną lekcję, którą pewnie w starym życiu odebralibyśmy jako coś złego. Mianowicie zatrzymaliśmy się w restauracji, zamówiliśmy trzy porcje panierowanego kurczaka z frytkami - jednak otrzymaliśmy coś zupełnie innego. Kiedyś pewnie skończyło, by się zwrotem potraw i zażądaniem tego, co zostało zamówione. Jednak nic się nie odezwaliśmy i z dziękczynieniem zjedliśmy posiłek - który okazał się smaczny - a może i smaczniejszy od pierwotnie zamówionego dania.

Ktoś się może zastanawiać jaka nauka z takiej pomyłki?

Czasami mamy pewne oczekiwania co do naszego życia - mamy swoje plany, swojego "panierowanego kotleta". Ale Pan ma dla nas swój własny plan - który, choć w naszych oczach może być niezrozumiały - jest dla nas o wiele lepszą opcją. Dlatego przyjmujmy z dziękczynieniem wszystko to, co  dostajemy od Pana i patrzmy tylko dobrym okiem. On wie najlepiej co jest dla nas dobre!

Chwała Panu za ten wspaniały czas, za lekcje otrzymane od Niego, za urlop i czas odpoczynku dla naszych dusz, wypełnionego pozytywnymi doświadczeniami z dala od marności tego świata!

[ZAPRASZAMY DO SERII "ŚWIADECTWO DNIA CODZIENNEGO"]


Zdjęcie główne artykułu foto/ duchowepogotowie.pl

Życie w gniewie nie musi oznaczać końca

Duchowe Pogotowie
Życie w gniewie nie musi oznaczać końca

Pochodzę jak to się mówi z "dobrej rodziny" - czyli normalny tata i mama, nigdy niczego mi nie brakowało, i gdzie standardowe kłótnie domowe były  na porządku dziennym, ale pozornie dla znajomych czy sąsiadów wszystko wygląda zwyczajnie. 

Mimo kochających rodziców, jako młody chłopak szukałem adrenaliny, odskoku od szkoły, a potem i pracy.
Jeszcze za dzieciaka mój tata wpoił mi zainteresowanie piłką kopaną, gdzie klub któremu kibicowałem odnosił w tam tym okresie spore sukcesy jak na Polskie podwórko sportowe.

Pierwsza agresja i pierwsze używki

Gdy dorastałem i miałem z 14 lat pierwszy raz pojechałem samodzielnie z chłopakami z osiedla na mecz, przeszedłem przez siatkę włamując się na stadion. Wówczas zacząłem uczęszczać na spotkania sportowe piłki nożnej już tylko z kolegami, a sama piłka była jedynie dodatkiem do życia na trybunach.
Z biegiem lat po za meczami rozpoczęły się awantury z przeciwnikami zwaśnionej drużyny.
Mazanie po ścianach i postępowanie w coraz większej agresji było dla mnie  normalny i naturalnym trybem dorastającego nastolatka.

Doszły do tego ciągłe zabawy z dragami, które nie poprawiały mojej psychiki. Na początku używki nie były dostrzegalnym problemem, każdy jarał skręty i wydawało się, że daje to ukojenie wszelkich problemów płynących z różnych aspektów życia.

Życie w gniewie nie musi oznaczać końca

Człowiek dorastał i gniew narastał


Z czasem jako młody dorosły odrzuciłem cięższe używki (alkohol, amfe, grochy, kwasy) i tak na prawdę pozostałem przy paleniu zielska i papierosów, awantury osiedlowe też odeszły na bok, chodź agresja pozostała. Wydaje się w takich momentach, że niby najgorsze za mną, ale jak sami z siebie coś zmieniamy, kolejne aspekty życia się zaczęły walić.

Uzależnienie od marihuany stało się tak mocne, że dzień bez jointa był dniem straconym, trwało to około 17 lat mojego życia.
Mimo, że nie uczestniczyłem w bójkach, uwielbiałem włączyć na youtubie awantury zwaśnionych drużyn czy ustawki i cieszyć się jak przeciwnicy zostają powaleni przez "braci po szalu".
Agresja narastała dzień po dniu, żona bała się mnie prosić o jakąkolwiek pomoc, doszło do tego, że po czasie wolała nie prosić o zwyczajne schowanie łóżka po spaniu, bo mogło się to skończyć awanturą z ciężkimi obelgami. 
Do uzależnień które mi cały czas towarzyszył doszło obżarstwo i to na prawdę potężne (doszedłem prawie do wagi 130kg), pornografia oraz uzależnienia od gier komputerowych, co by mogło się wydawać błahe, ale jednak zabijało to już resztkę normalnej relacji z żoną, która również starała się po przez różne gry złapać normalność w związku. Stałem się wypompowany z miłości.
[SPRAWDŹ TEŻ: CZY MAŁŻEŃSTWA W TYCH CZASACH MAJĄ PRAWO PRZETRWAĆ?]

Przez narastanie agresji wpadłem w nerwicę.

Rodzice czy teściowie nic nigdy nie zauważyli bo przed innymi byliśmy "złotą parą", a moja żona z depresją i ja z moja nerwicą zatopieni w używkach i agresji byliśmy mieszkanką wybuchową, która gdy się wzburzyła potrafiła mocno eksplodować, tak że czasem dochodziło do rękoczynów z obydwu stron, chodź wiadomo jako mężczyzna - silniejsza płeć miałem przewagę. Nie powinno nigdy dojść do takich sytuacji, nawet u osób żyjąca w niesprawiedliwości.
 
Grzech mnie zabijał duchowo, stawałem się co raz gorszy.
[SPRAWDŹ TEŻ: GRZECH ZABIJA - CHRYSTUS RATUJE]


Żona mnie kochała a ja ją, choć nie mogłem sobie poradzić z samym sobą i własną nerwicą, uzależnieniem od agresji, nienawidziłem przeciwników politycznych, kibiców piłkarskich przeciwnych drużyn, byłem uzależniony od trawy, od masturbacji i pornografii, chodź żona współżycia mi nigdy nie wzbraniała, przez porno wpadałem w zawirowania seksualne, gdzie przeplatałem seks z masturbacją. A większość czasu zabijałem graniem na konsoli lub pc.

Nadszedł ratunek - Jezus podał pomocną dłoń

Gdy moje zepsucie rosło jak kula śniegowa, zacząłem błagać Pana o ratunek. Zdarzyło się to już wcześniej parokrotnie, lecz w tym momencie, gdy Pan Jezus, Bóg YHVH wysłuchał mojego wołania byłem pewny, że chcę skończyć ze złem w swoim życiu - przez które cierpiała cała moja rodzina. 
 
Bóg natchnął mnie do czytania Pisma Świętego, chodź nadal paliłem jointy na wakacjach. Jednak gdy wróciliśmy z żoną do domu, powiedziałem jej otwarcie, że kończę z tym wszystkim, bo czuje, że to jest ten moment. Pan dawał przekonanie, że teraz muszę odrzucić wszystko co trzyma mnie w marności zła.

Niesamowitym było również, że jak się później okazało - moja żona w tym samym czasie również wołała Boga o pomoc. O uwolnienie od marności, od tego co wyniszczało ją i całą naszą rodzinę.
[SPRAWDŹ TEŻ: DEPRESJA - CICHY MORDERCA]

Wtedy wspólnie postanowiliśmy zaufać Chrystusowi i powierzyliśmy mu nasze życie, nasz dom, naszą rodzinę.

Gdy pierwszy raz wspólnie czytaliśmy Ewangelię - Chrystus wspaniale w nas działał, dusze nasze się oczyszczały przez łzy,  które cały czas leciały po naszych policzkach. 

Podczas nawracania kilkakrotnie wyznałem Panu  grzechy i ze łzami w oczach błagałem o wybaczenie.

Mój ostatni raz, gdy prosiłem Boga o uwolnienie od starego życia odbył się wraz z moją żoną, gdy również sobie wzajemnie wyznaliśmy najczarniejsze sekrety, płakaliśmy wspólnie błagając o pomoc.

Pan nas wysłuchał - od tam tej pory wszystko co złe zaczęło znikać z mojego życia: 
Masturbacja, porno, obżarstwo, agresja, kłótnie, gniew, papierosy, marihuana uzależnienie od gier. Odeszło wszystko bezpowrotnie!


 "Szukałem PANA, a on mnie wysłuchał i uwolnił od wszystkich mych trwóg."
Psalm 34:4


Dzisiaj jesteśmy zgranym małżeństwem w Chrystusie, nie żyjemy w grzechu. Uwolnił nas Zbawiciel świata. 

Oddaliśmy siebie naszemu Panu, a On z czasem pokazał nam, czym jest zaufanie do Niego i jak wygląda żywa relacja z Wszechmogącym.


"Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest PAN: Błogosławiony człowiek, który mu ufa."
Psalm 34:8


W końcu jesteśmy w pełni szczęśliwi, chociaż nie zawsze wszystko rozumiemy, ale wiemy, że Bóg nad nami czuwa i jesteśmy gotowi iść drogą, którą On nam pokazuje.

Każdy z nas ma swoje problemy, ale jeśli chcesz sobie z nimi poradzić - nie na chwilę, a na stałe - zaufaj Bogu!

Szukaj Chrystusa, a On da ci się odnaleźć.
Bóg pragnie, by każdy z nas dotarł do prawdy i został zbawiony. Pan puka do każdego z Nas, i tylko od nas zależy czy otworzymy i powierzymy mu swoje życie.

Ja nie potrafiłem usłyszeć głosu Boga, bo było mi wygodnie i uważałem, że przecież każdy ma swoje problemy, a życie w grzechu jest czymś normalnym. Zatwardziałym serce i odrzucałem od siebie Jego głos - mimo wszystko Pan mnie nie odrzucił!

 

"Który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy."
1 List do Tymoteusza 2:4
 

Jednak teraz jestem szczęśliwy. Gdy Pan wysłuchał mojego wołania i wyciągnął mnie z marności - poszedłem za nim.
Moje życie się odmieniło i już nigdy nie chcę wrócić do starego bagna.
Dzisiaj jestem zbawiony i wierze, że będę mógł żyć na nowej Ziemi wraz z Synem i Ojcem.

Chrystus uratował moje życie, moją duszę, moją rodzinę, moje małżeństwo. Twoje też może! Czy zechcesz mu zaufać?

"I usłyszałem donośny głos z nieba: Oto przybytek Boga jest z ludźmi i będzie mieszkał z nimi. Oni będą jego ludem, a sam Bóg będzie z nimi i będzie ich Bogiem.
I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu, i śmierci już nie będzie ani smutku, ani krzyku, ani bólu nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły."

Objawienie Jana 21:3-4



"Przez to objawiła się miłość Boga ku nam, że Bóg posłał na świat swego jednorodzonego Syna, abyśmy żyli przez niego.
Na tym polega miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że on nas umiłował i posłał swego Syna, aby był przebłaganiem za nasze grzechy."

 1 List Jana 4:9-10