Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głoszenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą głoszenie. Pokaż wszystkie posty

Świadectwo dnia codziennego: Czerwiec w podróży

Jarek

Czerwiec był dla nas miesiącem innym niż pozostałe miesiące tego roku. Urlop od pracy zaowocował przejechaniem około 2 tysięcy kilometrów, jednak był to urlop od codzienności nie od Boga – który jest sensem naszego życia.
 

BÓG JEST NAD WSZYSTKIM

Zaczęliśmy od wyjazdu z naszymi dziećmi. Udaliśmy się nad morze Bałtyckie, gdzie dzięki Bogu dojechaliśmy bez żadnych problemów. Pan dał nam szansę pokazania dzieciom ogromu morza i przybliżenia im kwestii wielkiego potopu. Udało nam się uchronić dzieci przed grzesznym zachowaniem ludzi, trzymaliśmy się z daleka od skupisk roznegliżowanych czy pijanych ludzi, a na plażę chodziliśmy wieczorami, gdy robiło się tam spokojniej. Nad morze prowadziła nas malownicza droga przez dolinę Chłapowską, gdzie wśród zieleni drzew i głosu ptaków można było poczuć spokój i odpocząć od zgiełku codzienności.

Dolina Chłapowska
foto/ duchowepogotowie.pl

 

Podczas tego rodzinnego wyjazdu nie tylko mogliśmy cieszyć się sobą wzajemnie, ale również podziwiać niesamowite Boże stworzenie.

 
W ogromnym dziękczynieniu cieszyliśmy się każdą chwilą – pokładając nasz czas również na modlitwę i studium Pisma Świętego. Był to czas relaksu – szczególnie tego dla naszej duszy! Na czas pobytu nad morzem zatrzymaliśmy się w małej miejscowości – i to co zwróciło naszą uwagę to przepełnienie tej okolicy bałwochwalstwem. Na każdym kroku spotykaliśmy przeróżne kapliczki, figury, ołtarzyki (były nawet takie wystawione w prywatnych oknach). Jest to przerażające, gdyż skala tego zwiedzenia w naszym kraju jest niesamowicie duża i niestety, ale ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia płynącego z grzechu jakie niosą te kamienne posągi. 
 
[SPRAWDŹ TEŻ: ZŁOTY CIELEC KATOLICYZMU]
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ google maps

 

W sąsiednim domku, w miejscu gdzie spędzaliśmy nasz urlop zamieszkała rodzina – rodzice i 3 synów – nasz synek miał kolegę do zabawy – jednak córka się trochę nudziła, bo nie potrafiła znaleźć z chłopakami wspólnego języka. I gdy wieczorem się modliła, słyszałam jak prosi Pana, by mogła poznać jakąś koleżankę. I choć dla nas dorosłych może być to błaha sprawa – dla niej było to ważne i szczerze wierzyła w to, że Pan jej wysłucha. I Pan jak zawsze nie zawiódł. Już następnego dnia na terenie pojawiła się rodzina z Krakowa. I dziewczynka dokładnie w wieku naszej córeczki. Od razu złapały wspólny język – a córcia na własnej skórze poznała moc modlitwy i wiary. 

I działanie Boga. Rodzina ta miała również 4 synów – w czym dwóch w wieku szkolnym – więc tak na prawdę nie powinno ich jeszcze być na wakacjach – gdyż nadal trwał rok szkolny. Przy jednej z rozmów rodzice tych dzieci przyznali, że musieli się wyrwać wcześniej, bo byli zmęczeni, a że oceny były już wystawione mogli sobie pozwolić na kilkudniowy urlop. Jak wiemy u Pana nie ma przypadków i chciał byśmy spotkali tych ludzi na swojej drodze, gdyż mieliśmy okazję przekazać im dobrą nowinę, powiedzieliśmy też co Pan dla nas zrobił. Chętnie to przyjęli, wykazali też zrozumienie, że w KRK nie ma prawdy. Nieśliśmy również ewangelię właścicielowi terenu gdzie mieszkaliśmy. I pomimo, iż stwierdził, że jest katolikiem – to z otwartym sercem przyjął nasze słowa. Daliśmy temu człowiekowi nasze świadectwo wiary w Chrystusa i Jego czyn na krzyżu. Powiedzieliśmy, że wiara w Boga to nie puste rytuały religijne, które można oglądać w katolicyzmie, dostał od nas również egzemplarz Nowego Testamentu i zachęcaliśmy go do zapoznania woli Bożej osobiście.
 
Wierzymy, że w jakiś sposób wpłynie to na niego i zechce pójść za naszym Stwórcą.
 
W dzień wyjazdu postanowiliśmy odwiedzić jeszcze dwa miejsca w okolicy. 
Pierwszym z nich były Groty, które pomimo bardzo krótkiego (i niskiego) korytarza zrobiły na nas ogromne wrażenie –  szczególnie, że był  upał, a tam można było trochę od niego odpocząć.
 
Drugim miejscem była Średniowieczna Osada odzwierciedlająca czasy z przed około 1000 lat. Naszym zamysłem było pokazanie dzieciom jak kiedyś żyli ludzie, by docenili to co dziś mają, i to w jakich warunkach dziś mogą żyć. Ta lekcja dla dzieci przerodziła się tak na prawdę w lekcję dla nas. Ludzie pracujący w tym miejscu przeistaczali się w postacie Słowian żyjących niegdyś w takiej osadzie. Opowiadali o zwyczajach, życiu i pogańskich wierzeniach. Dzieci ze względu na ogromny upał i nieprzerwanie świecące słońce miały dość i szukały gdzie tu usiąść albo jak już wrócić do samochodu. My jednak z zaciekawieniem słuchaliśmy. Dowiedzieliśmy się jak wiele pogańskich wierzeń jest zagruntowanych w dzisiaj znanej nam kulturze i tradycji. Zaczynając od chociażby nici/wstążek w czerwonym kolorze, które miały odstraszać złe duchy – dziś zawieszane są m.in. przy dziecięcym wózeczku. Ale to tylko początek. Wszelkiego rodzaju zabobony, tak często dziś powtarzane – wśród osób “wierzących” w Chrystusa, a nawet wśród osób uważających się za ateistów to właśnie spuścizna pogaństwa. Wszystkie obchodzone w naszym kraju święta i związane z nimi tradycje można odnaleźć właśnie w pogaństwie – i nie ma to nic wspólnego z Chrześcijaństwem i naukami Chrystusa. [SPRAWDŹ TEŻ: POGAŃSKIE ZWYCZAJE WIELKANOCY] [SPRAWDŹ TEŻ: GRUDNIOWE ŚWIĘTA] [SPRAWDŹ TEŻ: “WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH” – DZIADY] Na koniec wycieczki dotarliśmy do prowizorycznego słowiańskiego “świętego gaju” – w którym ówczesne ludy czciły swoje bożki. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wiele miało to wspólnego z obecnymi obrzędami i wierzeniami w katolicyzmie.

Patrząc na posągi różnych słowiańskich “bóstw” – nie dało się nie zauważyć podobieństwa do bałwochwalczych zwyczajów stawiania figur na każdym rogu.

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ duchowepogotowie.pl

Pan oprowadzający nas po tym gaju wspomniał nawet, że w czasach, gdy misjonarze próbowali nakłonić te ludy do Chrześcijaństwa na miejsce ich bóstw podstawiali obecnych świętych KRK, by nie zmuszać ich do zbytniej zmiany ich nawyków i tradycji. I tak dziś gnostycyzm jest czymś naturalnym – a ludzie go wyznający próbują nazywać się Chrześcijanami – niestety w oczach Boga są grzeszni.

 Jest to jednak na tyle obszerny temat, że poruszymy go
 przy okazji oddzielnego artykułu.
 

SPOTKANIE Z RODZINĄ

Po kilku dniach w domu wyruszyliśmy w drogę – tym razem w kierunku południa Polski, spotkać się z naszą duchową rodziną. Po drodze zabraliśmy naszego brata w Chrystusie – Dominika, a następnie już w trójkę ruszyliśmy do siostry Justyny. Spędziliśmy wspólnie dwa dni. Nie był to wyjazd dla relaksu ciała, cielesnej rozrywki czy typowej wśród ludzi “imprezy przy piwku” – a raczej duchowy odpoczynek i wzrost. To był czas wspólnego uwielbienia, modlitwy i radości w Chrystusie. Pierwszego dnia pojechaliśmy na odludne pole, początkowo z lekkim przerażaniem nie wiedzieliśmy gdzie znaleźć miejsce wśród drzew i krzaków – jednak gdy już usiedliśmy wspólnie w cieniu na pniach drzew mieliśmy wspaniały czas – pełen wzrostu, rozmów o naszym zbawcy, własnych przemyśleniach. I pomimo, że właściwie widzieliśmy się ze sobą po raz pierwszy (po raz 2 z Dominikiem), to czuliśmy się w swoim towarzystwie jak byśmy znali się całe życie. Jest to niesamowite jak Duch Chrystusowy połączył nasze serca, że poczuliśmy niesamowitą bliskość. Prawdziwa jedność!
 
 
 
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
 
Tego dnia w planach mieliśmy Chrzest wodny – Zarówno my jak i Justynka mieliśmy zostać Ochrzczeni przez Dominika. W tym celu pojechaliśmy nad zbiornik wodny w okolicy. Niestety w jedynym możliwym do zanurzenia miejscu było mnóstwo ludzi, których negliż, imprezowe zachowanie i głośno grająca muzyka nie były dobrym tłem to tak Duchowego momentu. Czekaliśmy nawet jakiś czas, licząc, że ludzie zaczną zbierać się do domu, jednak impreza była coraz głośniejsza i uznaliśmy, że nie był to ten czas, to miejsce.
 
[SPRAWDŹ TEŻ: CHRZEST WODNY]
 
“Nie wprzęgajcie się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Cóż bowiem wspólnego ma sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo jaka jest wspólnota między światłem a ciemnością? Albo jaka zgoda Chrystusa z Belialem, albo co za dział wierzącego z niewierzącym? A co za porozumienie między świątynią Boga a bożkami? Wy bowiem jesteście świątynią Boga żywego, tak jak mówi Bóg: Będę w nich mieszkał i będę się przechadzał w nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego nie dotykajcie, a ja was przyjmę. I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan Wszechmogący.” 2 List do Koryntian 6:14-18
 
Przyjęliśmy tą sytuację z wiarą, wiedząc, że Pan ma dla nas lepszy plan, na inny czas, może w większym gronie. Szczególnie, że sam Chrzest wodny nie jest warunkiem zbawienia, bo to Chrzest Duchem Świętym jest tu kluczowy. Bóg z czasem pokazał nam, że stało się to za Jego wolą, gdyż mąż Justyny – który nie jest wierzący biblijnie bardzo ciepło przyjął to do serca i uznał, że był to bardzo rozważny ruch z naszej strony. Wierzymy, że takie małe kroki pozwolą i jemu się zbliżyć do Pana i może któregoś dnia zacznie studiować Słowo Boże i zechce przyjąć je do serca. Tutaj chcieliśmy was prosić o modlitwy za Konradem – mężem Justyny, aby otworzył swoje serce na Pana i nie zatwardzał go,  szukając radości w marnościach tego świata. Ten pierwszy dzień był bardzo dużym zbudowaniem dla naszej eklezji, mogliśmy się dzielić ze sobą różnymi przemyśleniami i doświadczeniami. Opowiadaliśmy sobie wzajemnie o codziennych zmaganiach z trudnościami nas otaczającymi, o tym jak radzimy sobie ze złem, które zalało ten świat. Wierzymy, że Pan dał każdemu z nas różne nauki z takiego spotkania, zwłaszcza, że jesteśmy jedno z Chrystusowej Bożej rodzinie. Drugiego dnia mieliśmy okazję spędzić czas nie tylko w czworo, ale również z dziećmi Justyny, z małym Krzysiem i Oliwką, którzy mogli przyjąć dużo zdrowej nauki i usłyszeć jak wspaniale być uczniem Pana Jezusa. Udało nam się również przejść pamiątkę wieczerzy na chwałę Pana, w rodzinnej prawdziwej atmosferze, tak aby Chrystus był uwielbiony. Uczyniliśmy to przy przaśnikach z Biblijnego przepisu i przy winie bezalkoholowym.
 
[SPRAWDŹ TEŻ: CHRYSTUS NIE ZMIENIŁ WODY W ALKOHOL mieczducha888.blogspot.com]
 
Po kilku godzinach spędzonych w cieniu dojrzewającej już wiśni, na niebo przyszła ciemna chmura, która przyniosła ze sobą intensywną ulewę z gradem i burzę. Schowaliśmy się na strychu i przez okno widzieliśmy spadający z nieba grad wielkości orzechów włoskich. 
 
My dorośli mieliśmy spokój ducha – mając ze sobą Chrystusa, wiemy, że możemy mu ufać. Dwoje z nas poszli przykryć samochód kocem, by grad nie porozbijał szyb – w tym czasie pozostali dwoje z naszej czwórki zostali z dziećmi, które przestraszyły się tego co dzieje się na dworze. Pan tą sytuacją dał dzieciom kolejną lekcję zaufania. Dzieci mogły zobaczyć naszą ufność i usłyszeć o tym jak to Chrystus uspokaja burzę, ma kontrolę nie tylko nad zjawiskami atmosferycznymi – ale i nad tą burzą w naszym życiu. Myślimy, że ta sytuacja na długo zostanie nie tylko w pamięci dzieci, ale i w pamięci nas – dorosłych.
 
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
 
I jak to po każdej burzy – wzeszło słońce. A my bezpiecznie mogliśmy ruszyć w podróż do tego ziemskiego domu. Po drodze podjechaliśmy jeszcze, by zjeść coś ciepłego, bo czekało nas jeszcze kilka godzin w samochodzie.
 
I wtedy otrzymaliśmy jeszcze jedną lekcję, którą pewnie w starym życiu odebralibyśmy jako coś złego. Mianowicie zatrzymaliśmy się w restauracji, zamówiliśmy trzy porcje panierowanego kurczaka z frytkami – jednak otrzymaliśmy coś zupełnie innego. Kiedyś pewnie skończyło, by się zwrotem potraw i zażądaniem tego, co zostało zamówione. Jednak nic się nie odezwaliśmy i z dziękczynieniem zjedliśmy posiłek – który okazał się smaczny – a może i smaczniejszy od pierwotnie zamówionego dania. Ktoś się może zastanawiać jaka nauka z takiej pomyłki? Czasami mamy pewne oczekiwania co do naszego życia – mamy swoje plany, swojego “panierowanego kotleta”. Ale Pan ma dla nas swój własny plan – który, choć w naszych oczach może być niezrozumiały – jest dla nas o wiele lepszą opcją. Dlatego przyjmujmy z dziękczynieniem wszystko to, co  dostajemy od Pana i patrzmy tylko dobrym okiem. 
On wie najlepiej co jest dla nas dobre! 
Chwała Panu za ten wspaniały czas, za lekcje otrzymane od Niego, za urlop i czas odpoczynku dla naszych dusz, wypełnionego pozytywnymi doświadczeniami z dala od marności tego świata!
 
[ZAPRASZAMY DO SERII “ŚWIADECTWO DNIA CODZIENNEGO”]
 
 
Zdjęcie główne artykułu foto/ duchowepogotowie.pl

Świadectwo dnia codziennego: Czerwiec w podróży

Jarek
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

Czerwiec był dla nas miesiącem innym niż pozostałe miesiące tego roku.
Urlop od pracy zaowocował przejechaniem około 2 tysięcy kilometrów, jednak był to urlop od codzienności - nie od Boga - który jest sensem naszego życia.

BÓG JEST NAD WSZYSTKIM

Zaczęliśmy od wyjazdu z naszymi dziećmi. Udaliśmy się nad morze Bałtyckie, gdzie dzięki Bogu dojechaliśmy bez żadnych problemów. Pan dał nam szansę pokazania dzieciom ogromu morza i przybliżenia im kwestii wielkiego potopu.

Udało nam się uchronić dzieci przed grzesznym zachowaniem ludzi, trzymaliśmy się z daleka od skupisk roznegliżowanych czy pijanych ludzi, a na plażę chodziliśmy wieczorami, gdy robiło się tam spokojniej.

Nad morze prowadziła nas malownicza droga przez dolinę Chłapowską, gdzie wśród zieleni drzew i głosu ptaków można było poczuć spokój i odpocząć od zgiełku codzienności.

Dolina Chłapowska
foto/ duchowepogotowie.pl

Podczas tego rodzinnego wyjazdu nie tylko mogliśmy cieszyć się sobą wzajemnie, ale również podziwiać niesamowite Boże stworzenie.
W ogromnym dziękczynieniu cieszyliśmy się każdą chwilą - pokładając nasz czas również na modlitwę i studium Pisma Świętego.

Był to czas relaksu - szczególnie tego dla naszej duszy!

Na czas pobytu nad morzem zatrzymaliśmy się w małej miejscowości - i to co zwróciło naszą uwagę to przepełnienie tej okolicy bałwochwalstwem. Na każdym kroku spotykaliśmy przeróżne kapliczki, figury, ołtarzyki (były nawet takie wystawione w prywatnych oknach). Jest to przerażające, gdyż skala tego zwiedzenia
w naszym kraju jest niesamowicie duża i niestety, ale ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia płynącego z grzechu jakie niosą te kamienne posągi. 

[SPRAWDŹ TEŻ: ZŁOTY CIELEC KATOLICYZMU]

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ google maps

W sąsiednim domku, w miejscu gdzie spędzaliśmy nasz urlop zamieszkała rodzina - rodzice i 3 synów - nasz synek miał kolegę do zabawy - jednak córka się trochę nudziła, bo nie potrafiła znaleźć z chłopakami wspólnego języka. I gdy wieczorem się modliła, słyszałam jak prosi Pana, by mogła poznać jakąś koleżankę. I choć dla nas dorosłych może być to błaha sprawa - dla niej było to ważne i szczerze wierzyła w to, że Pan jej wysłucha.

I Pan jak zawsze nie zawiódł. Już następnego dnia na terenie pojawiła się rodzina z Krakowa. I dziewczynka dokładnie w wieku naszej córeczki. Od razu złapały wspólny język - a córcia na własnej skórze poznała moc modlitwy i wiary. 
I działanie Boga.

Rodzina ta miała również 4 synów - w czym dwóch w wieku szkolnym - więc tak na prawdę nie powinno ich jeszcze być na wakacjach - gdyż nadal trwał rok szkolny.
Przy jednej z rozmów rodzice tych dzieci przyznali, że musieli się wyrwać wcześniej, bo byli zmęczeni, a że oceny były już wystawione mogli sobie pozwolić na kilkudniowy urlop. Jak wiemy u Pana nie ma przypadków i chciał byśmy spotkali tych ludzi na swojej drodze, gdyż mieliśmy okazję przekazać im dobrą nowinę, powiedzieliśmy też co Pan dla nas zrobił. Chętnie to przyjęli, wykazali też zrozumienie, że w KRK nie ma prawdy.

Nieśliśmy również ewangelię właścicielowi terenu gdzie mieszkaliśmy.
I pomimo, iż stwierdził, że jest katolikiem - to z otwartym sercem przyjął nasze słowa. Daliśmy temu człowiekowi nasze świadectwo wiary w Chrystusa i Jego czyn na krzyżu. Powiedzieliśmy, że wiara w Boga to nie puste rytuały religijne, które można oglądać w katolicyzmie, dostał od nas również egzemplarz Nowego Testamentu i zachęcaliśmy go do zapoznania woli Bożej osobiście.

Wierzymy, że w jakiś sposób wpłynie to na niego i zechce pójść za naszym Stwórcą.
 
W dzień wyjazdu postanowiliśmy odwiedzić jeszcze dwa miejsca w okolicy. 
Pierwszym z nich były Groty, które pomimo bardzo krótkiego (i niskiego) korytarza zrobiły na nas ogromne wrażenie -  szczególnie, że był  upał, a tam można było trochę od niego odpocząć.

Drugim miejscem była Średniowieczna Osada odzwierciedlająca czasy z przed około 1000 lat.

Naszym zamysłem było pokazanie dzieciom jak kiedyś żyli ludzie, by docenili to co dziś mają, i to w jakich warunkach dziś mogą żyć. Ta lekcja dla dzieci przerodziła się tak na prawdę w lekcję dla nas.

Ludzie pracujący w tym miejscu przeistaczali się w postacie Słowian żyjących niegdyś w takiej osadzie. Opowiadali o zwyczajach, życiu i pogańskich wierzeniach. Dzieci ze względu na ogromny upał i nieprzerwanie świecące słońce miały dość i szukały gdzie tu usiąść albo jak już wrócić do samochodu. My jednak z zaciekawieniem słuchaliśmy.

Dowiedzieliśmy się jak wiele pogańskich wierzeń jest zagruntowanych w dzisiaj znanej nam kulturze i tradycji.
Zaczynając od chociażby nici/wstążek w czerwonym kolorze, które miały odstraszać złe duchy - dziś zawieszane są m.in. przy dziecięcym wózeczku. Ale to tylko początek. Wszelkiego rodzaju zabobony, tak często dziś powtarzane - wśród osób "wierzących" w Chrystusa, a nawet wśród osób uważających się za ateistów to właśnie spuścizna pogaństwa. Wszystkie obchodzone w naszym kraju święta i związane z nimi tradycje można odnaleźć właśnie w pogaństwie - i nie ma to nic wspólnego z Chrześcijaństwem i naukami Chrystusa.

[SPRAWDŹ TEŻ: POGAŃSKIE ZWYCZAJE WIELKANOCY]
[SPRAWDŹ TEŻ: GRUDNIOWE ŚWIĘTA]
[SPRAWDŹ TEŻ: "WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH" - DZIADY]


Na koniec wycieczki dotarliśmy do prowizorycznego słowiańskiego "świętego gaju" - w którym ówczesne ludy czciły swoje bożki. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wiele miało to wspólnego z obecnymi obrzędami i wierzeniami w katolicyzmie.
Patrząc na posągi różnych słowiańskich "bóstw" - nie dało się nie zauważyć podobieństwa do bałwochwalczych zwyczajów stawiania figur na każdym rogu.
Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży
foto/ duchowepogotowie.pl


Pan oprowadzający nas po tym gaju wspomniał nawet, że w czasach, gdy misjonarze próbowali nakłonić te ludy do Chrześcijaństwa na miejsce ich bóstw podstawiali obecnych świętych KRK, by nie zmuszać ich do zbytniej zmiany ich nawyków i tradycji. I tak dziś gnostycyzm jest czymś naturalnym - a ludzie go wyznający próbują nazywać się Chrześcijanami - niestety w oczach Boga są grzeszni.

 
 Jest to jednak na tyle obszerny temat, że poruszymy go
 przy okazji oddzielnego artykułu.

 

SPOTKANIE Z RODZINĄ


Po kilku dniach w domu wyruszyliśmy w drogę - tym razem w kierunku południa Polski, spotkać się z naszą duchową rodziną. Po drodze zabraliśmy naszego brata w Chrystusie - Dominika, a następnie już w trójkę ruszyliśmy do siostry Justyny.

Spędziliśmy wspólnie dwa dni. Nie był to wyjazd dla relaksu ciała, cielesnej rozrywki czy typowej wśród ludzi "imprezy przy piwku" - a raczej duchowy odpoczynek i wzrost.
To był czas wspólnego uwielbienia, modlitwy i radości w Chrystusie.

Pierwszego dnia pojechaliśmy na odludne pole, początkowo z lekkim przerażaniem nie wiedzieliśmy gdzie znaleźć miejsce wśród drzew i krzaków - jednak gdy już usiedliśmy wspólnie w cieniu na pniach drzew mieliśmy wspaniały czas - pełen wzrostu, rozmów o naszym zbawcy, własnych przemyśleniach.

I pomimo, że właściwie widzieliśmy się ze sobą po raz pierwszy (po raz 2 z Dominikiem), to czuliśmy się w swoim towarzystwie jak byśmy znali się całe życie.
Jest to niesamowite jak Duch Chrystusowy połączył nasze serca, że poczuliśmy niesamowitą bliskość.

Prawdziwa jedność!

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

Tego dnia w planach mieliśmy Chrzest wodny - Zarówno my jak i Justynka mieliśmy zostać Ochrzczeni przez Dominika. W tym celu pojechaliśmy nad zbiornik wodny w okolicy.

Niestety w jedynym możliwym do zanurzenia miejscu było mnóstwo ludzi, których negliż, imprezowe zachowanie i głośno grająca muzyka nie były dobrym tłem to tak Duchowego momentu. Czekaliśmy nawet jakiś czas, licząc, że ludzie zaczną zbierać się do domu, jednak impreza była coraz głośniejsza i uznaliśmy, że nie był to ten czas, to miejsce.

[SPRAWDŹ TEŻ: CHRZEST WODNY]


"Nie wprzęgajcie się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Cóż bowiem wspólnego ma sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo jaka jest wspólnota między światłem a ciemnością?
Albo jaka zgoda Chrystusa z Belialem, albo co za dział wierzącego z niewierzącym?
A co za porozumienie między świątynią Boga a bożkami? Wy bowiem jesteście świątynią Boga żywego, tak jak mówi Bóg: Będę w nich mieszkał i będę się przechadzał w nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.
Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego nie dotykajcie, a ja was przyjmę.
I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami – mówi Pan Wszechmogący."

2 List do Koryntian 6:14-18


Przyjęliśmy tą sytuację z wiarą, wiedząc, że Pan ma dla nas lepszy plan, na inny czas, może w większym gronie. Szczególnie, że sam Chrzest wodny nie jest warunkiem zbawienia, bo to Chrzest Duchem Świętym jest tu kluczowy.

Bóg z czasem pokazał nam, że stało się to za Jego wolą, gdyż mąż Justyny - który nie jest wierzący biblijnie bardzo ciepło przyjął to do serca i uznał, że był to bardzo rozważny ruch z naszej strony.

Wierzymy, że takie małe kroki pozwolą i jemu się zbliżyć do Pana i może któregoś dnia zacznie studiować Słowo Boże i zechce przyjąć je do serca. 
Tutaj chcieliśmy was prosić o modlitwy za Konradem - mężem Justyny, aby otworzył swoje serce na Pana i nie zatwardzał go,  szukając radości w marnościach tego świata.
 

Ten pierwszy dzień był bardzo dużym zbudowaniem dla naszej eklezji, mogliśmy się dzielić ze sobą różnymi przemyśleniami i doświadczeniami.

Opowiadaliśmy sobie wzajemnie o codziennych zmaganiach z trudnościami nas otaczającymi, o tym jak radzimy sobie ze złem, które zalało ten świat.

Wierzymy, że Pan dał każdemu z nas różne nauki z takiego spotkania, zwłaszcza, że jesteśmy jedno z Chrystusowej Bożej rodzinie.

Drugiego dnia mieliśmy okazję spędzić czas nie tylko w czworo, ale również z dziećmi Justyny, z małym Krzysiem i Oliwką, którzy mogli przyjąć dużo zdrowej nauki i usłyszeć jak wspaniale być uczniem Pana Jezusa.

Udało nam się również przejść pamiątkę wieczerzy na chwałę Pana, w rodzinnej prawdziwej atmosferze, tak aby Chrystus był uwielbiony.
Uczyniliśmy to przy przaśnikach z Biblijnego przepisu i przy winie bezalkoholowym.

[SPRAWDŹ TEŻ:
CHRYSTUS NIE ZMIENIŁ WODY W ALKOHOL mieczducha888.blogspot.com]

Po kilku godzinach spędzonych w cieniu dojrzewającej już wiśni, na niebo przyszła ciemna chmura, która przyniosła ze sobą intensywną ulewę z gradem i burzę.
Schowaliśmy się na strychu i przez okno widzieliśmy spadający z nieba grad wielkości orzechów włoskich. 
 
My dorośli mieliśmy spokój ducha - mając ze sobą Chrystusa, wiemy, że możemy mu ufać. Dwoje z nas poszli przykryć samochód kocem, by grad nie porozbijał szyb - w tym czasie pozostali dwoje z naszej czwórki zostali z dziećmi, które przestraszyły się tego co dzieje się na dworze. Pan tą sytuacją dał dzieciom kolejną lekcję zaufania. Dzieci mogły zobaczyć naszą ufność i usłyszeć o tym jak to Chrystus uspokaja burzę, ma kontrolę nie tylko nad zjawiskami atmosferycznymi - ale i nad tą burzą w naszym życiu. Myślimy, że ta sytuacja na długo zostanie nie tylko w pamięci dzieci, ale i w pamięci nas - dorosłych.

Świadectwo dnia codziennego - czerwiec w podróży

I jak to po każdej burzy - wzeszło słońce. A my bezpiecznie mogliśmy ruszyć w podróż do tego ziemskiego domu. Po drodze podjechaliśmy jeszcze, by zjeść coś ciepłego, bo czekało nas jeszcze kilka godzin w samochodzie.

I wtedy otrzymaliśmy jeszcze jedną lekcję, którą pewnie w starym życiu odebralibyśmy jako coś złego. Mianowicie zatrzymaliśmy się w restauracji, zamówiliśmy trzy porcje panierowanego kurczaka z frytkami - jednak otrzymaliśmy coś zupełnie innego. Kiedyś pewnie skończyło, by się zwrotem potraw i zażądaniem tego, co zostało zamówione. Jednak nic się nie odezwaliśmy i z dziękczynieniem zjedliśmy posiłek - który okazał się smaczny - a może i smaczniejszy od pierwotnie zamówionego dania.

Ktoś się może zastanawiać jaka nauka z takiej pomyłki?

Czasami mamy pewne oczekiwania co do naszego życia - mamy swoje plany, swojego "panierowanego kotleta". Ale Pan ma dla nas swój własny plan - który, choć w naszych oczach może być niezrozumiały - jest dla nas o wiele lepszą opcją. Dlatego przyjmujmy z dziękczynieniem wszystko to, co  dostajemy od Pana i patrzmy tylko dobrym okiem. On wie najlepiej co jest dla nas dobre!

Chwała Panu za ten wspaniały czas, za lekcje otrzymane od Niego, za urlop i czas odpoczynku dla naszych dusz, wypełnionego pozytywnymi doświadczeniami z dala od marności tego świata!

[ZAPRASZAMY DO SERII "ŚWIADECTWO DNIA CODZIENNEGO"]


Zdjęcie główne artykułu foto/ duchowepogotowie.pl

Świadectwo dnia codziennego - część #1

Jarek

Chcemy was zaprosić na nową serię artykułów pt.: "ŚWIADECTWA DNIA CODZIENNEGO". Będzie ona poświęcona działaniom Boga w naszym życiu.

Chcemy podzielić się  tym, jak Pan Jezus nas używa, zmienia, jak daje nam zrozumienie w swoim prowadzeniu każdego dnia.

Zapraszamy na część pierwszą.

Przez cały ubiegły tydzień w naszym mieście padało. Dawniej narzekali byśmy na taką pogodę, dziś patrząc zupełnie z innej perspektyw, patrząc dobrym okiem - dziękujemy Panu za każdą kroplę, która jest niesamowitym błogosławieństwem od Wszechmogącego! Bez wody w końcu nie ma życia, a niebawem wszystko rozkwitnie i się pięknie zazieleni!

Mogło by się też wydawać, że taka pogoda nie jest najlepszym czasem na głoszenie dobrej nowiny, jednak Pan po raz kolejny udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli będziemy słuchać Jego głosu nie musimy się niczego lękać.   

PAN WYSŁUCHUJE MODLITW

Na wstępie pragniemy wszystkim podziękować za modlitwy za naszą koleżankę, która miała operację związaną z usunięciem nowotworu.

Początkowo jej operacja została odwołana, gdyż oddział na który miała trafić został przekształcony na covidowy. Jednak dzięki modlitwie do Naszego Pana Jezusa Chrystusa, zdarzył się cud. Otrzymała ona telefon, że  w szpitalu zwolniło się miejsce na operację i ma zjawić się następnego dnia - dzięki temu też szybciej trafiła na stół operacyjny, niż było to planowane. Pan tak pokierował całą sytuacją, że operacja była mniej inwazyjna, a wszystko poszło szybko i bez komplikacji. Po kilku dniach była już z powrotem w swoim domu!


"Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego."
Ewangelia Mateusza 10:29


Pan dokonał cudu i wierzymy, że nic tu nie stało się bez przyczyny!
Dzięki nasz wielki Panie, Królu nieba i ziemi, że dokonujesz tak wielkich dzieł!
Bez Twojej woli, nic nie może się wydarzyć!
[SPRAWDŹ TEŻ: MODLITWA]

POZORNE ZAPOMINALSTWO - BOŻY PLAN

Na początku tygodnia wydarzyła się rzecz, której dawniej nie potraktowali byśmy jako Boże prowadzenie - a zwykłe zapominalstwo i pewnie doprowadziłaby to do nieporozumienia w naszym związku. Mianowicie Ania zapomniała wyjąć z zamrażalnika mięsa na obiad i zorientowała się dosłownie chwilę przed końcem mojej pracy. Oczywiście mogło by się wydawać, że każdemu się może zdarzyć i zawsze można wymyślić coś innego, dlatego też postanowiliśmy zamówić obiad z pobliskiej restauracji z obiadami domowymi.

Wracając z pracy, zamiast prosto do domu zahaczyłem o wyżej wymienione miejsce. Już w drodze miałem przeświadczenie, że nie dzieje się to bez przyczyny i Pan w tej sytuacji ma dla mnie swój plan. Wierzyłem, że Pan pozwoli mi z kimś porozmawiać i głosić dobrą nowinę.

Dodatkowo pomimo, iż droga do domu, którą zmuszony byłem wracać była dłuższa od tej którą wracam zazwyczaj - to Pan pozwolił przejechać ją zdecydowanie szybciej niż zawsze. Pozwoliło mi to dotrzeć po zamówienie przed czasem - dzięki czemu podczas oczekiwania miałem okazję porozmawiać z Panią, która wydawała posiłki. Sama zresztą zaczęła rozmowę o nierozpieszczającej nas pogodzie, deszczu i braku słońca pomimo, że mamy już kwiecień.
Była to doskonała okazja, by zwrócić jej uwagę na błogosławieństwo, które razem z deszczem Pan zsyła na ziemię, i że od lat nie było tak dobrze nawodnionej ziemi, co przyniesie większy plon latem. Wierzę, że te kilka słów w jakiś sposób mogło wpłynąć na jej spojrzenie, i skłoniło do pewnych przemyśleń.

PAN PODSYŁA OSOBY

Po tej krótkiej rozmowie w lokalu pojawił się inny klient, a wraz z nim bezdomny - który jak się okazało dostaje pożywienie od baru, co jest bardzo miłym gestem ze strony właściciela.

Dostał on pojemnik z obiadem - a po krótkiej chwili i moje zamówienie było gotowe i mogłem udać się do domu. Prosiłem jednak jeszcze Pana o dobre słowo, by móc porozmawiać z tym człowiekiem, który wyszedł tuż przede mną.
Na pierwszy rzut oka widać było, że ma on problemy z alkoholem, zapytałem również o to czy jest bezdomny, z niepewnym wzrokiem przyznał, że jest.
Głosiłem mu Boże miłosierdzie, opowiedziałem, że Pan wyciągnął mnie z uzależnień i agresji. Prosiłem, by spróbował szukać pomocy w Chrystusie, bo tylko on ma siłę by nas podnieść. To wspaniałe, jak Pan stawia na naszej drodze ludzi, i wierzę, że i w tej rozmowie nie było przypadku, a Słowa które Pan włożył w moje usta w jakiś sposób pozwolą, by ten człowiek zechciał wyjść ze swojej trudnej sytuacji, by zechciał wyciągnąć rękę po pomoc.

[SPRAWDŹ TEŻ: RATUNEK TYLKO W CHRYSTUSIE]

Przeszedłem raptem 10 metrów i zwróciłem uwagę, że przy najbliższym wjeździe na jedną z posesji, trzech panów zabezpiecza ciężarówkę z odpadami komunalnymi. Poczułem w głębi duszy, że Pan chce, abym i z nimi porozmawiał, zwłaszcza, że jak wchodziłem do restauracji to nie było ich w tym miejscu, a teraz akurat kończyli swoją pracę przy załadunku.
[SPRAWDŹ TEŻ: CHRZEŚCIJANIN W PRACY]

Podszedłem więc do nich i podziękowałem za trud włożony w pracę. Dawniej nie docenił bym wykonywanego przez nich zawodu, pewnie ominął bym ich łukiem i w żaden sposób nie docenił tego, co robią.
Pan jednak dał mi szansę powiedzieć im swoje świadectwo, jeden z nich był mocno zainteresowany tym co mówię, a ze względu, że byli w pracy nie chciałem zabierać im zbyt dużo czasu. Jednak wiem doskonale, że nawet jedno Słowo jest wstanie poruszyć duszę i zasiać dla naszego Pana ziarno, które w przyszłości stanie się plonem.
[SPRAWDŹ TEŻ: ŻYCIE W GNIEWIE I UZALEŻNIENIACH - PAN UWALNIA]


"Ale głosimy, jak jest napisane: Czego oko nie widziało ani ucho nie słyszało, ani nie wstąpiło do serca człowieka, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują."
1 List do Koryntian 2:9

ROZMOWA Z KSIĘDZEM - POCZĄTEK APOSTAZJI

Od pewnego czasu w nasze serca wlana została chęć oficjalnego odejścia z Kościoła Katolickiego - czyli podjęcia się apostazji. Dotąd jednak nie podejmowaliśmy ku temu żadnych kroków - jednak Pan poruszył nas do wykonania pierwszych ruchów ku temu.

Do KRK przynależeliśmy właściwie tylko na papierze, ponieważ gdy byliśmy dziećmi wybrali tę opcję za nas nasi rodzice.
[SPRAWDŹ TEŻ: DLACZEGO CHRZEST DZIECI JEST NIEBIBLIJNY]

Jednak teraz będąc świadomymi chrześcijanami, których Pan ochrzcił Duchem Świętym nie chcemy brać udziału w przekłamanych statystykach instytucji, która swoimi kłamstwami zwiodła wielu ludzi, którzy szczerze szukali w życiu Boga, jednak przez ludzkie nauki odrzucili prawdę płynącą z Pisma Świętego.
[SPRAWDŹ TEŻ: BIBLIA OBALA URZĄD PAPIEŻA]

Pragniemy z tego miejsca podkreślić, że jesteśmy zwolennikami Biblijnych eklezji - gdzie wspólnota tworzona jest z ludzi, którzy żyją w prawdziwej braterskiej miłości. Niestety, ale większość instytucji swoimi naukami oddala od Boga i prawdy, oraz próbuje uzależnić od siebie swoich "wiernych" zamiast pozwolić tworzyć rodzinę i jedność w Chrystusie. 

Wróćmy jednak do świadectwa.
Gdy w końcu zmobilizowałem się do odwiedzenia parafii, w której jako noworodek zostałem polany wodą - w porozumieniu z pracodawcą wyszedłem z pracy 20 minut wcześniej, ponieważ kancelaria przykościelna była czynna do 16:30. Tego dnia jednak droga była bardzo zakorkowana i trasa, którą powinienem przejechać w 25-30 minut zajęła mi 20 minut więcej. Pan rzucił mi wówczas małe wyzwanie - czy zaufam Jemu, czy własnym obawą i przekroczę dozwoloną prędkość. Jednak pokornie przejechałem trasę zgodnie z przepisami, ryzykując, że nie zdążę na konkretną godzinę. Jednak udało się dojechać kilka minut przed zamknięciem. 

Modliłem się, by Pan dopomógł w dojechaniu na czas oraz szybkim odnalezieniu kancelarii, gdyż nie miałem pojęcia gdzie dokładnie się ona znajduje. I jak zwykle Bóg mnie nie zawiódł (On nigdy nie zawodzi ;) ) Pan poruszył moje serce i skręciłem dokładnie w tą uliczkę w którą powinienem, pomimo, że sam kościół znajdował się kawałek dalej. Prosiłem również o prowadzenie w rozmowie.

I tak stanąłem twarzą w twarz z księdzem, stawiając pierwszy krok ku apostazji z KRK w celu uzyskania "aktu chrztu".

Początkowo nie wiedziałem kim jest ten człowiek, gdyż ubrany był w ubiór cywilny, dopiero, gdy otrzymałem dokument, z pieczęci i podpisu dowiedziałem się, że jest on klerem w tej parafii.

Pan natchnął mnie przy tej rozmowie i włożył odpowiednie słowa na każdą chwilę. Człowiek ten próbował za wszelką cenę odwieźć mnie od mojej decyzji w  sprawie apostazji. Miałem wtedy okazję złożyć mu swoje świadectwo - on jednak przerywał mi przez większość czasu i nie chciał dać dojść do słowa. Zaczęliśmy również wymieniać swoje zdania dotyczące między innymi Pisma Świętego, nauk KRK, przekonania o nieśmiertelności duszy oraz paru innych tematów - jednak te sprawy rozwinę w artykule stricte o apostazji, gdy już obydwoje zakończymy ten proces.

Na zakończenie otrzymał ode mnie dwa egzemplarze Pisma Świętego Nowego Testamentu - Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej - pobłogosławiłem tego człowieka i życzyłem wszystkiego dobrego i ruszyłem w drogę powrotną do domu.

MAŁE SŁOWO RÓWNIEŻ DZIAŁA W SERCACH

Po drodze wstąpiłem jeszcze do sklepu na naszym osiedlu i gdy stałem w kolejce, przepuściłem przed siebie parę starszych ludzi.
Powiedziałem im, że żyje we mnie Chrystus i mam czas, że przede mną życie wieczne, dlatego mi się nie spieszy. Podziękowali mi, a całej rozmowie przysłuchiwał się młody chłopak stojący nieopodal. Ta sytuacja ewidentnie Go zdziwiła, bo zwróciłem uwagę, że ukradkiem mi się przygląda. Za pewne nie spodziewał się takich słów z ust chłopaka zgolonego na krótko i ubranego w dresy ;)

Gdy starsi ludzie zakończyli pakować swoje zakupy, jeszcze raz mi podziękowali - a ja życzyłem im wszystkiego co najlepsze i błogosławiłem im w imieniu Pana. Przy rozmowie również podkreśliłem, że wyznaję Boga, a nie religię, organizacje czy instytucję.

UZALEŻNIENIA RUJNUJĄ ŻYCIE, JEDNAK RATUNEK JEST MOŻLIWY


Pod koniec tygodnia, również i Ania miała okazję głosić Słowo osobie pogrążonej w alkoholizmie. Było to dla niej spore wyzwanie, gdyż uzależnienie do alkoholu jest dla niej bardzo osobliwym i drażliwym tematem, a trauma z tym związana przez długi czas wprawiała ją w nerwy. Jednak Pan dodał jej sił.

Powiedziała temu człowiekowi swoje świadectwo, powiedziała, że my jako ludzie nie mamy w sobie siły by wygrać z uzależnieniem. Że sama próbowała własnych sił, jednak to dopiero Chrystus ją wyciągnął z bagna i marności. Prosiła również, by szukał pomocy u Boga, czytał Pismo i modlił się o wsparcie.
[SPRAWDŹ TEŻ: DEPRESJA CICHY MORDERCA]

Wiemy doskonale, że czasem wystarczy jedno Słowo, może kilka zdań, by zasiać w czyimś sercu chęć poznania Boga.
Wierzymy szczerze, że Pan pozwala powiedzieć tyle ile dana osoba jest w stanie przyjąć w danym momencie. Zdarzają się długie rozmowy o Bogu, które nie przyniosą plonu - bądź przyniosą go po czasie. A bywają krótkie Słowa, które wpłyną na serce człowieka, który z chęcią przyjmie prawdę do siebie i pójdzie drogą do naszego Zbawcy.

Pamiętajcie, że nie ważne ile uda się komuś powiedzieć o Bogu, zawsze warto podjąć próbę - nawet jeśli ktoś nie będzie chciał słuchać, albo będzie w stosunku do nas źle nastawiony - to tej rozmowie może przysłuchiwać się inna osoba, którą Twoje słowa poruszą. Pan chce byśmy nieśli Jego ewangelię. Pierwszy krok jest najtrudniejszy.

Chwała Panu.


"Bo któż to jest Apollos? Albo, któż to jest Paweł? Słudzy, dzięki którym uwierzyliście, a z których każdy dokonał tyle, ile mu dał Pan.
Ja zasadziłem, Apollos podlał, a wzrost dał Bóg.
A zatem ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost.
Bo ten, co sadzi, i ten, co podlewa, jedno mają zadanie i każdy własną zapłatę odbierze według swojej pracy.
Albowiem współpracownikami Bożymi jesteśmy; wy rolą Bożą, budowlą Bożą jesteście."

Pierwszy List do Koryntian 3:5-9